05.06.2017, 08.06.2017 i 10.06.2017 – bieganie z elementami zabawy biegowej

W związku z moim opisywanym tu nie najlepszym samopoczuciem, na bieganiu robię tylko to co lubię i byle przez co najmniej godzinę. 

Przykładowo:

  • 15 minut truchtu,
  • przeplatanki, krok odsatawno dostawny, co drugi krok kolano w górę do klatki, co drugi krok stopa do pośladka, wymachy i krążenia w celu rozgrzania stawu barkowego,  
  • kilka przebieżek licząc w głowie do 80-ciu,
  • 5 minut biegu w poszukiwaniu schodków lub górki,
  • trochę szybkich zbiegów i podbiegów np. po skateparku,
  • kilka wskoków i zeskoków na krawężniki,
  • 3 minuty biegu,
  • pompki przy ławce,
  • powrót na podbiegi,
  • kilka przebieżek licząc do 60 i powrót po śladach truchtem,
  • bieg do domu,
  • trochę stretchingu na trawniku przed blokiem.

 

Ostatnio bardzo często myślę o tym, że jestem bardzo szczęśliwa. Mam w życiu praktycznie wszystko to co chciałam – miłość, zdrowie i wolność. To ostatnie wydaje mi się najbardziej fenomenalne. Uważam, że odkryłam coś czego wielu ludzi w koło sobie nie uświadamia.  Może nie pragną wolności? Może nie widzą jaką siłę daje to uczucie, jak ożywczo napędza…

Raczej nie chowa się do wolności. Mnie nie chowano. Mam wrażenie, że wielu się jej obawia. Jeśli ktoś opiera się na kulturze danego lub każdego dowolnego społeczeństwa, to ma czego. Ona przenika każdą dziedzinę życia, wiec to odczucie wolności, to jest odczucie ulgi zrzucenia z siebie jakichkolwiek norm, oczekiwań, zwyczajów społecznych. Patrze na ludzi w koło i dziwię się – jak oni mogą to wszystko ze sobą dźwigać? Przykładowo, wielu dźwiga jednocześnie oczekiwanie, ze będą mieli pracę dającą w miarę dostatnie, nieodstające życie, relacje rodzinne, partnerskie, towarzyskie, zdrowe potomstwo, zdrowie, trochę czasu wolnego i jakieś konkretne dobra materialne jak mieszkanie, czy auto. Każda z tych rzeczy pojedynczo niesie ze sobą spore ryzyko, nieomal pewność wystąpienia zakłóceń nazywanych problemami. Do tego kultura promująca taki model życia jako oczywisty i naturalnie do zrealizowania dla każdego, sprawia, że ludzie mają to oczekiwanie. Gdzie jest oczekiwanie, przywiązanie do oczekiwania, jest też rozczarowanie, cierpienie. Zatem nieżycie w tym i życie to ta sama udręka.

To jest stres, że mogą im to zabrać, że jest gdzieś zawsze jakaś władza, jakiś inny człowiek, trzeba się układać, zagryzać zęby. Tak kosmici i inni bracia – ludzie tu na ziemi sami to sobie robią i jeszcze wmawiają, że tak fajnie.

A teraz wyobraź sobie, że:

  • odpowiadasz tylko za siebie, bo nie masz zwierząt domowych, które musisz wyprowadzać i których nie możesz transportować Polskim Busem, gdy pragniesz wyjechać,
  • nikt ci dzieciaka nie wyrzuci ze szkoły, jak pójdziesz na protest, z nikim go nie musisz zostawiać, bo go nie masz,
  • nikt ci nie utnie dochodu lub nie nie zatrudni gdy mu się nie spodobasz, bo zdywersyfikowałaś/łeś umiejętności i narzędzia zarabiania, by nieomal od nikogo nie zależeć i z nikim nie stykać jeśli nie chcesz,
  • jak nawet chwilowo zabraknie ci kasy, to nic strasznego, bo potrzebujesz praktycznie tyle co dla innych jest nic – nie spłacasz kredytów, nie tankujesz aut, nie utrzymujesz żadnych ,,braci mniejszych”,
  • nie ma cię jak zaszantażować nawet Google, bo masz tyle zainteresowań i zgłębianych zajęć, ze algorytmy nie ogarniają kim jesteś,
  • nie musisz zabiegać o niczyje poparcie lub sympatię, bo nie dotyczy cię system osiągania tzw. pozycji społecznej, ty i awanse nie grywacie w tej samej grze,
  • możesz pisać co chcesz w internecie, jak również mówić co i kiedy chcesz, bo nie za bardzo wiadomo kto miałby to oceniać, czy z tego szydzić,
  • szef nie może wprawić cię w trwogę niezapłaconym ZUS-em, czy innymi składkami chorobowymi, bo wielokrotnie przez dłuższy czas funkcjonowałaś bez ubezpieczenia i wiesz, że ubezpieczenia to nie jest automatem poczucie bezpieczeństwa,
  • nikt nie dysponuje twoim czasem poza tobą, zatem oglądasz świat kiedy potrzebujesz, a nie oglądasz kiedy masz go dość,
  • święta i urodziny obchodzisz wtedy kiedy tego chcesz i z kim masz ochotę, bo bliscy z urodzenia dawno temu zostali już nauczeni tej prawdziwej formy wolności, która opiera się na chęci i byciu autentycznym, a nie konwenansach,
  • nie pamiętasz kiedy ostatnio w twoim życiu była jakakolwiek relacja oparta na braku 100% wzajemnej akceptacji, a przysłowiowe kołki na głowie widziałaś lub widziałeś ostatnio w serialu,
  • nigdy nie zastanawiałaś, nie zastanawiałeś się czy ktoś lubi ciebie, czy może czymś imponujesz, czy ta relacja jest szczera, bo uznajesz czegoś takiego jak integracja w nowym środowisko i albo wcale nie masz relacji towarzyskich, albo każdy fałszywy odpadnie nim się przebije,
  • nie robisz komuś życia, więc nie ryzykujesz, że zachoruje lub spotkają je inne przykrości,
  • nie martwisz się o to, czy jesteś normalny, normalna oraz nie stresujesz kwestiami takimi jak życie wieczne, podział ról lub fizyczna zdrada, bo wszystko jest kwestią indywidualnych ustaleń osobnych ludzkich dróg życia, a do wyleczenia ze stresu o normy nie potrzebujesz Freuda,
  • nie przeraża cię porzucenie miejsc, ani przedmiotów.

Pewnie, nadal nie jest doskonale. Doskonała wolność w tej konwencji nie jest możliwa, chyba, że uznać za nią śmierć. Jak wspomniałam, też mam takie sprawy, do których przywiązania są większe i oczywiście coś tam muszę jeść, gdzieś spać. Mam nawet jeden problem. Taki autentyczny, z którym chciałabym sobie poradzić. Niemniej jednak zagrożenia zewnętrzne zostały ograniczone wyłącznie do fizycznych, a cała sfera samorealizacji jest wewnętrzna. Bardzo polecam!

komentarze

Dodaj komentarz