09.05.2017 – siłownia

Wróciłam do pierwszej siłowni, którą odwiedziłam w Rzeszowie. Jest blisko miejsca, w którym tam przebywam. O Cool Gym pisałam 24 lutego i nic się nie zmieniło. Dostrzegłam tylko nazwę klubu ułożoną ze słomek na tablicy korkowej, ale zapomniałam zrobić zdjęcie. W szatni sympatyczne licealistki rozprawiały o lekturach szkolnych. Powstrzymywałam się, żeby nie wtrącić swoich trzech groszy, bo akurat znałam odpowiedź na ich pytania.

Młode dziewczyny w klubach są inne. Na plus. Coraz odważniejsze. Nie tylko w strojach. Myślę, że jest moda na porządne siłowe treningi dla kobiet. No i na tzw. brazylijskie pośladki. Tak, czy owak,  nie chowają się po kątach i nie wybiegują kilometrów na maszynach cardio. Nabywają wiedzę o własnym ciele poprzez poznawanie ćwiczeń na kolejne partie mięśni. Cieszy mnie to, że stereotypy odchodzą w niepamięć. Wiele z nich spokojnie dorównuje swoim kolegom, którzy też są amatorami.

 

Co ja tam robiłam..? Wiem! To co zwykle, czyli plecy, grzbiet, wszystkie części mięśni grzbietu itd. To co lubię najbardziej. Wedle schematu, który opisywałam już przy okazji treningów w klubach w Gdańsku lub Nowym Sączu. 2-4 serie każdego z 2-3 ćwiczeń na mięśnie proste grzbietu, najszerszy grzbietu i czworoboczny. 

A potem co się dało, bo jak wspominałam – nie wszystko w tym klubie działa perfekcyjnie. Były zatem nogi. Ale tak raczej…Profilaktycznie. Maszyny- na czworogłowy, dwugłowy, przywodziciele i odwodziciele. 

 

komentarze

Dodaj komentarz