09.10.2017 – miało być pięknie, ale się popsuło

Zaczynałam testować filmiki Tae Bo z Les Milles, ale ból z prawej strony kręgosłupa okazał się nie być ze mną przypadkiem. Przerwałam super trening z instruktorką. 

I nie pozostało mi nic innego jak robić to co dałam radę robić czyli…Jakieś takie przysiady statyczne, pompki, unoszenia nóg w podporze przodem. Kolejno odpadały unoszenia tułowia w leżeniu tyłem. No, ale nie poddałabym się przecież przed upływem choć godziny.

Potem miałam kłopot z wykąpaniem. A gdy zaległam na łóżku to także z podnoszeniem. Wydawało mi się, że mam gorączkę. Zaczęłam macać, testować, bo może to jednak pośladkowy, a może co innego. Natarłam. Kolejne dwa tygodnie nie było zbyt wielu możliwości treningowej ekspresji. ,,Zaniebiegałam”, ale zostało mi trochę ćwiczeń izolowanych. Póki się żyje i nie ma chronicznych, strasznych chorób, zawsze pozostają do poćwiczenia jakieś inne partie.

W swoim życiu miałam wcześniej jedną kontuzję. Pewnie tu o niej pisałam. Nawet nie wiem czy za kontuzję liczyć tą ukruszoną kostkę, bo przecież można ją sobie skruszyć w każdej chwili, również niesportowej. Miałam wówczas 13 lat i wyszłam na tym całkiem dobrze, bo z gipsem udoskonaliłam swój koszykarski wyskok, skacząc do belki pod sufitem na drugiej nodze. Poza tym, okazjonalnie miewałam przejściowy problem z przyśpieszeniem, gdy nadciągnęłam czworogłowy bez uprzedniej dość mocnej rozgrzewki. I tak mogłoby już pozostać. Jeden antybiotyk raz na 10 lat i maks jedno niedomaganie w aparacie ruchu na lat 15. Żeby wiedzieć co tam ludzie mają, empatyzować. Niestety nikt z nas nie wie co będzie. No może nikt kto nie ma w domu prywatnego rezonansu magnetycznego i testów genetycznych. 

komentarze

Dodaj komentarz