29.05.2017, 01.06.2017 i 03.06.2017 – 10 km po Rzeszowie i Krakowie

29.05 i 01.06 2017

Było całkiem zwyczajnie, czyli przez godzinę biegałam (walczyłam ze sobą). Takie jak ten to były chyba tylko lata 2012-2014. Ciężka orka. Takie uczucie jak nogi z ołowiu. Zaczynasz i odliczasz czas do końca. Czy tak czuja się sportowi początkujący?

Pamiętam siebie jako początkująca w bieganiu koszykarkę, która nienawidziła treningów terenowych na obozach. 12 minut Coopera to był stres i wyzwanie. Jak 10-16-letnie dziewczyny ,,żebrałyśmy” czasem u trenerki, żeby tego terenu nie było – ,,no, ale my bardzo prosimy, trenerko, no…” Albo chociaż, żeby nie było sprawdzianu. Zawsze był, bo trenerzy mają swoje plany. Jak poszła na rękę, to w innym terminie. A ,,skamleć” też nie można było za często. Sport ma swoje prawa i większość dzieciaków dojść szybko uczy się, że są ,,dojrzalsze” od obowiązujących w szkole, a tym bardziej w domu.

,,Nie pasuje ci, to się zapisz na angielski” lub ,,albo trening, albo angielski” – w domyśle, jeśli chcesz mieć lepsze oceny, dodatkowe postępy w n nauce, zaliczyć ważny egzamin i jednocześnie trenować, to nie ma opcji opuszczenia treningu, a jedyną możliwością jest poświecenie – pójście później spać, wstanie wcześniej, rezygnacja wypoczynku lub przyjemności. Nie, to nie jest barbarzyństwo wobec dzieci, ani mobbing. W świecie społecznym taka zasada niekoniecznie się sprawdza, ale sport jest wymierny. Więcej pracujesz, więcej masz. A czas przyjemności można odłożyć na inny. Oczywiście w indywidualnych graniach, żeby nie doprowadzić do kontuzji, czy depresji. Zasoby trzeba odnawiać, lecz niekoniecznie stale z taką samą intensywnością.

No dobra – języki obce lub sport, to jest szydera i drwienie ze słabszych co i języka i sportu nie uciągną. Ale te dzieciaki, które to bolało, odpadały po roku, czy dwóch. Ta tendencja do patrzenia na nietrenujących jak na słabszych, mniej dojrzale podchodzących do zadań została we mnie. Czasem mówiłam prywatnie, że prócz sportowców szanuję tylko muzyków, bo to jedyna grupa, która musi naprawdę się uczyć całe życie samodoskonaląc, codziennie poświęcać i nie niewiele dostanie na wzbudzenie sympatii, na manipulacje, na znajomości. Serio. Wyglądam na miła, ale też mi się czasem zdarza dogodzić swojemu ego. Uziemiając, zdaję sobie jednak sprawę, że ja też mam słabości, których inni być może nie mają. Lubię swoje, bo cenię własne ,,magiczne moce”, nie zamieniłabym się, ale dostrzegam też, że Ci ,,niesportowcy” traktowani przeze mnie czasem z góry, są lepsi w tym, czego ja dopiero się uczę.

Taka historia z przeszłości we mnie została. No, ale o czym ja tu mam pisać..? Póki żyję, póki oddycham wyjdę i zrobię. Jeśli nie wszystko, to zrobię coś. Trzeba będzie przesuwać się jedno-centymetrowym podskokiem te kilka metrów na godzinę, to tak będę robiła.

I w chwili tego ,,pamiętnikarskiego” dramatu nastaje trening w Krakowie. Kurtyna!

 

 

03.06.2017

Było bardzo w porządku. Z osiedla na Kazimierzu wypadłam wprost nad Wisłę. No i tak po niej trasą rowerową, na pełnym słońcu około godziny 14. I zrozumiałam – ja tylko pozornie dużo jeżdżę. Brakuje mi chęci, mocy, bo jestem zrutynizowana.

W Krakowie to nawet pomieszkiwałam, ale to było w roku 2010. Tyle się pozmieniało zapewne! No więc, biegłam szybciej, szybciej, szybciej i wyżej kolana i cała zaangażowana, żeby wywąchać ten wielki smog i ten brud w rzece.  A to wszystko pomimo tego, że poprzedniego dnia zasnęłam bliżej 3. Po spożyciu kilku piw i zjedzeniu krakowskiego kumpira. No wiecie…Ziemniak taki, z posypką. Podobno trzeba spróbować. Niezbadane są wyroki mocy!

Na zdjęciu widać od razu, że jest jakiekolwiek pobudzenie fizjologiczne. Zupełnie inaczej niż codziennie, kiedy ćwiczę, ćwiczę i łatwo ocenić możliwości, ale trudno zmęczeni. Pojawiła się smętna czerwień koloru na policzkach. A może opalenizna…Sama nie wiem.

 

P.S. Zapomniałabym – te mosty do wymyślili dla ludzi bez lęku przestrzeni. Tam niby takie figurki wiszą, że piękno i sztuka, rodzinne popołudnie, relaks, a ja po poludniu usiłowałam się przedostać do znajomych i w połowie zawróciłam. Skończyłam na trawniku. Bez szans. Tramwaje niby jadą, lecz patrząc pragmatycznie, z tramwajem nawet gorzej się zawalić niż tylko ze stalową konstrukcją. Także…Uważajcie na długie mosty! 

komentarze

Dodaj komentarz