12.01.2017 – 10 km nad rzeka i 13.01.2017 – kryzys

12.01.2017 – 10 km

Zapowiadało się fajnie. Fajnie to inaczej – mieć moc. A moc jest wypadkowa, nie tylko siły fizycznej, dobrego samopoczucia, ale i psychicznej chęci, woli działania, energii. 

Biegnąc pierwsze koło przy rzece jedną ręką klikałam przez Spotify i trafiłam na stary utwór, który pozwolił mi rytmicznie przeskakiwać zaspy, choć nie jest szczególnie rytmiczny. Dobrze mi z nim było do końca treningu, choć wcale nie dlatego, że to jakiś mój ulubiony gatunek, zespół, czy mam z nim wspomnienia. To chyba chodzi o kompozycję pod chwilowe marzenia. Ale też raczej nastrojem a nie tekstem. Tak czasem mam.

Będąc na południu biegam mniej niż zazwyczaj i dlatego trochę za tym tęsknie. Niestety efekty za każdym razem są kiepskie. Obudziłam się z uczuciem rozbicia i czymś jakby ołowiem w oczach. Nie chcę się tak czuć i dlatego cieszę się, że niedługo zmieniam miejsce. 

 

13.01.2017 – górka

Piątek 13-stego, to podobno niedobrze. Co prawda ja jako osoba od tarota i astrologii dotąd nie miałam okazji tego stwierdzić, ale w mediach mówili. Tym razem im się sprawdziło. 

Pojechałam do Starego Sącza robić trening wbiegania i zbiegania z góry. Godzina na mrozie w lekkich, biegowych ciuchach nadwyręża psychicznie a tam okazało się, że strasznie wieje i wahania ciśnień.

Miałam nadzieję, szybko zrobić i wracać, ale niestety musiałam…Wrócić wcześniej. Odcięło mi prąd i akurat nie miałam tej czekolady o której tu pisałam. Okropne uczucie. Mięśnie się trzęsą i trudno zrobić choćby krok a ja jakoś musiałam wrócić. 

Zatem po tych 35 minutach biegania siłą woli i wolnym krokiem doczłapałam się do autobusu. Po drodze kupiłam jeszcze wafelka. Miałam nadzieję zrobić w domu jeszcze Pilates, ale tak mnie to zestresowało, że odpuściłam. 

komentarze

Dodaj komentarz