12.12.2016 – siłownia Trzy Korony w Nowym Sączu

Gdziekolwiek się znajduję, prędzej lub później, ląduję w klubach i siłowniach. W nowym mieście obskakuję po kolei wszystkie, które napotkam po drodze lub w sieci.

Wbrew pozorom, niektórzy inwestują 500 tysięcy w sprzęt, ale nie 5000 w marketing. Bywa. Jestem tam gdzie uda mi się trafić.

Nie zapomnę tej historii, gdy jako ,,wielkomieszczanka” wybrałam się na wycieczkę na Półwysep Helski przekonana, że znajomi nie zauważą przecież zniknięcia na godzinę i, że w każdym miejscu jest jakaś siłownia, czy klub. W miejscowości Hel przez godzinę to ja pytałam przechodniów. Wreszcie, wylądowałam w dość zgrzebnym miejscu urządzonym w szkole. Nie tak wcale dawno. Około 2008. Możliwe, że coś powstało, ale możliwe, że nie, bo większość turystów robi tam sobie jedynie wycieczki a nie bazę noclegową. 

 

Co ja tam, na tych siłowniach robię?

Generalnie bawię się. ,,Odskakuję” od bycia dla siebie głównym bodźcem treningowym. Mam tam zabawki. O takie jak tu:

12.12.2016

Zostawiam taki kolorowy, ponieważ w tym przypadku kolor ma najwięcej sensu. Przykład placu zabaw, który jest od jakiegoś czasu obecny w większości ,,szanujących” się miejscówek do ćwiczeń.

Z tego zdjęcia, to ja sobie siedzę na maszynie do treningu klatki piersiowej. Taki ,,motylek”. Po swojej lewej stronie mam przestrzeń do CrossFitu i innego typu treningu sprawnościowego z kettlami, skrzyniami, linami, oponami, dużego ciężaru piłkami nazywanymi kiedyś lekarskimi. Po prawej tzw. sprzęt cardio. 

Strefa typu Cross, jest odgrodzona ścianą od największej przestrzeni w tym miejscu, czyli przestrzeni maszyn, sztang i hantli. Można do niej swobodnie wejść od prawej i lewej. Z tego co zauważyłam, korzysta wiele osób, ale do 16 nie ma tłumu. Potem nie wiem, bo potem wejście kosztuje 30 złotych, czyli jest tak ustawione, żeby z niego nie korzystać a kupić karnet.

Na przestrzeni 14 lat jak znam fitness, karnetu dokądkolwiek nie kupiłam co najmniej od 12. Za to, zdarzyło mi się z naglącego czasu, kupić jednorazówkę za 50 zł. Wyrabiam zawsze te 5 treningów w tygodniu a z miejscem i czasem różnie bywa. Wole jednak nie powtarzać, bo mnie finansowo nie stać na takie wejściówki, tak jak emocjonalnie na karnet do jednego miejsca.

Będąc menadżerką dowiedziałam się, że w wyrażeniu fitness klub, słowo klub ma znaczenie i poczułam się przez chwilę…Skonfundowana. Myślałam, że przychodzimy, żeby ćwiczyć a w przerwach między seriami, przeglądać prasę.

 

Niedługo znów się przemieszczam a wpisów w miesiącu powinno wyjść dobrze ponad 20. Siłownia się jeszcze pewnie nie raz trafi. A z nią moje liczne dygresje.

Dziś tylko – czemu będąc w Sączu, chodzę głównie tam, a nie do innego klubu fitness?

  • bo mam blisko od miejsca stacjonowania (proza życia)
  • bo do godziny 16, póki co, mają wejście w akceptowalnej cenie, jak na zrobienie tylko 1 treningu z 5 w danym tygodniu (15 zł)
  • bo mają wszystkie zabawki i także takie, których nie mam przy sobie na co dzień (wspomniane kettlebells, trx, liczne obciążenia na sztangi, ale i maszyny, bo to jest dla mnie prawdziwa odmiana, w odniesieniu do permanentnego bazowania, głównie, na ciężarze ciała)
  • bo mnie dobrze nastraja wystrój ich szatni:

12.12.2016

  • i jeszcze dlatego, że mają naprawdę porządnie ,,zrozumiane” prysznice a ja nigdy, nawet w szkolnej szatni lat 90., nie ominęłam kąpieli, bo psułoby mi to przyjemność i brudziło zbyt wiele kompletów odzienia (woda nie jest przykręcona do letniej dla oszczędności, są dwie dysze, kabiny zamykane dla intymności, drążek na powieszenie ubrania, no i rozweselają mnie żółte drzwi)

12.12.2016

 

  • bo jest jeszcze jedna pobliska i dobrze wyposażona siłownia, ale zaaplikowałam tam i strasznie spieprzyłam zajęcia, ale prawdopodobnie, znając siebie, gdybym aplikowała i nie zawaliła, to samo poczucie nieanonimowości powodowałoby, że będę omijać (takie psychiczne uwarunkowanie, dlatego jak zataguję, zalinkuję, zwrócą uwagę, to, żebym nawet bardzo popierała, ominę łukiem dla poczucia dystansu i spokoju w czasie, który poświęcam samej sobie)
  • bo osoba, którą najczęściej widzę w obsłudze ma znacznie więcej niż 20 lat (rzadkość) i wygląda na bardzo zaangażowaną, a jej sposób sprzedawania mi imponuje

 

Teraz, co ja tam w poniedziałek bawiłam:

  1. Mięśnie grzbietu, bo niestety mam 180 cm wzrostu, budowę w stronę ektomorfika i żadnego treningu ze swoim lub innym ciężarem, bez tego nie odbywam. Gdy już mam sprzęt to zwykle poświęcam nawet 30 minut na tą grupę. Maszyny na rozgrzewkę (jak ściąganie drążka, odwrócony butterfly, ćwiczenia przy bramie) a potem martwe ciągi, przyciąganie sztangi do klatki w opadzie, hantli łokciem przy tułowiu itp, itd. Ogólnie ma mnie boleć.
  2. Trochę klatki – od maszyny do sztangi na ławkach, pod różnym kątem. Rozciąga grzbiet a poza pompkami, w domu niespecjalnie są warunki.
  3. Maszyny na nogi, pośladki, które i tak codziennie stymuluję. Głównie to, co wymaga większego ciężaru, którego nie mam w domu jak np. przywodziciel.
  4. Triceps, biceps lub naramienne. W poniedziałek – biceps hantlami i w bramie.
  5. Wszystkie ćwiczenia, jakie mi wpadną do głowy ze sprzętami typu fitness, jak trx, kettle, worki typu power bag.Freestyle. Dla praktyki pod prowadzenie zajęć na sali i zabawy. Przykładowo przysiady z wyrzucaniem piłki.

Zwykle korzystam z sauny, ale tym razem nie miałam czasu.

Podsumowanie

parametrocena od 1(najsłabsza) do 7(najlepsza)
sprzęt5
estetyka4
tłoczność/przestrzeń4
czystość5
instruktorzy/trenerzy5
obsługa klienta4
pozostała kadra (menadżer/sprzedawca)nie miałam przyjemności
cena5
dojazd6
bogactwo oferty5

komentarze

Dodaj komentarz