14.03.2017 – półtorej godziny biegu i 17.03.2017 – 10 km plus plany startowe i rozważania egzystencjalne

Czyli mniej więcej to samo. Staram się tylko wydłużać odcinki pod ewentualny start w półmaratonie. Rozważałam jakiegoś Pogórzanina w Dubiecku koło Rzeszowa pod koniec kwietnia, albo 20 km w Ojcowskim Parku Narodowym.

Z kalendarza na maratonypolskie.pl do końca czerwca wybrałabym w sumie jeszcze tylko Wdzydze koło Kościerzyny, bo to fajny teren. Czasem tam jeżdżę w weekendy jeśli jestem w Gdańsku. Magurski Park Narodowy, bo chyba nigdy go nie widziałam. No i Półmaraton w Łomży lub Hajnówce. A skoro to tu zapisałam, zapewne wybiorę coś innego 🙂 

 

Ostatnie lata były bardzo słabe. Do okazjonalnego startowania chciałam wrócić w 2013, żeby dać sobie wycisk jednocześnie w tym samym roku pisząc i broniąc dwie prace dyplomowe. To jedna z moich zasad psychologicznych – zwielokrotniania sukcesu. Ukończenie wieloletniego i przerywanego studiowania, to byłoby za mało na radość a psychikę trzeba dokarmiać plusami.

Okazało się jednak, że stres i wyczerpanie rozregulowały mi tarczycę. Zatem próba biegania długich dystansów była zdecydowanie chybionym pomysłem. Zanim zdiagnozowałam i uregulowałam problem minęły około 2 lata. Masę mięśniową odbudowuję chyba cały czas, bo nadczynność wpływała na to, że przy zachowaniu dużej ilości biegania a małej treningów siłowych, mięśnie były zdecydowanie w odwrocie. Mam takie nawyki ruchowe, taką budowę, że muszę być silna i tylko wtedy jakoś mi idzie.

W każdym razie, próby biegania na 21 km w ostatnich latach, to była raczej tortura psychiczna i trauma. Dlatego muszę wybrać optymalny moment wzrostu poczucia mocy  🙂 Moc to jeszcze coś innego niż siła. Moc to poczucie, że jestem silna i wytrzymała. W skrócie.

A teraz:

 

14.03.2017

Słuchałam wykładów ze spotkań aktora Krzysztofa Pieczyńskiego, który założył stowarzyszenie działające na rzecz rozdziału kościoła od państwa. I tak się zastanawiam – dlaczego ktoś kto krytykuje od razu jednocześnie musi coś innego promować. To jest wszędzie.

Kiedy ktoś przeprowadza dowody nienaukowości jakichś działań np. w obszarze psychologii, to można być pewnym, że dlatego, że sam siebie chce na tym tle przedstawić w korzystnym świetle jako diagnosta lub terapeuta.

Jeśli pisze np. jak wybrać trenera personalnego odnosząc się domyślnie do cudzej niekompetencji, to na bank po to, żeby przedstawić: proszę państwa inni kłamią, ale oto ja jestem super trenerem.

Kiedy ktoś krytykuje ideologię w polityce, to dlatego, że w kontrze prezentuje swoją, która bardziej trafnie omawia otaczająca rzeczywistość społeczną i gospodarczą.

I tutaj religia. Facet wiele się dowiedział na temat historii religii i kościoła. Nie tylko katolickiego. To wiedza dostępna, którą ludzie pewnie z powodu tradycji, usiłują jednak w sobie tłumić, unikają jej analizowania. Poza tą powszechną jak: wielowiekowe konstruowanie i zmienianie tego co uznawane jest za Pismo Święte, zmiany w obszarze dogmatów, zakazów i nakazów dopasowywane do celów politycznych, prowadzone wojny religijne, potworne zbrodnie inkwizycji oraz tępienie wszelkich przejawów nauki, nawet takich jak czytanie i pisanie, są również interesujące powiązania w obszarze mitów i symboli. Pieczyński fajnie opowiada o tym jak wierzenia różnych kultur mieszały się i przechodziły z religii politeistycznych do monoteistycznych, czyli judaizmu, islamu, chrześcijaństwa. Moim zdaniem, niepotrzebnie miesza do swoich wykładów własne wierzenia. Ludzie wyczuwają ten mechanizm, o którym wspominam. Dlatego jego krytyka zamiast skłonić do własnych refleksji i poszukiwań, wzbudza mechanizm obronny na takiej zasadzie, że jego intencje nie są czyste i pewnie chce zaindukować inne wierzenia, żeby realizować własne cele. Gdyby rozdzielił spotkania, w trakcie których dzieli się krytyką kościoła od tych, na których analizuje odkrycia własnej duchowości, to cała sprawa mogłaby zyskać.

 

Swoją drogą, zastanawiałam się też kiedy ludzie promujący swoje produkty i usługi w social mediach przestaną rozprawiać o innych i ,,nieprofesjonalnych” kolegach po fachu, których to jest pełno i oni właśnie, jako ci dobrzy, w trudach i wbrew przeciwnością, ratują ludzkość przed innymi: coachami, doradczyniami, blogerami, psycholożkami, trenerami, marketerkami. To widać! 

 

17.03.2017

Kupiłam sobie audiobooka. Taki trochę filozofująco-psychologizujący. Każdy rozdział dotyczy innego aspektu życia człowieka.

We wtorek wysłuchałam chyba o konstruowaniu sensu życia, o sile i słabości, o ja społecznym a ja indywidualnym, czyli o autonomii. 

Wykłady są zdecydowanie tak samo dobre jak muzyka. W sumie, w sporcie wszystko i tak kręci się wokół wizualizacji. Ma wyzwalać emocje, bo pobudzają do wysiłku. A co tam u kogo wyzwala, jest indywidualną kwestią.

komentarze

Dodaj komentarz