14.08.2017, 16.08.2017 i 17.08.2017 – Wyspa Sobieszewska – treningi w ulubionym miejscu na ziemi

Pierwszy raz odkryłam ją dawno temu. Miałam 20 i jeden lat. W trakcie wakacji dołączyłam do grupy koleżanek, które obrały kierunek Świbno. Mieszkałyśmy na kempingu. Byłam zachwycona, tym, że z jednej strony głusza, a z drugiej około 50 minut autobusem do centrum Gdańska.

Pamiętam, że w trakcie jednego z treningów poczułam wolność jaką daje morze. Przestrzeń, żywioł, wiatr.

Moja koleżanka mówi, że Bałtyk to anarchia, bo jest się na skraju państwa, a w sumie nie ma granicy. Jest takie poczucie, że w każdej chwili można uciec. Nie jest się częścią ani tego, ani drugiego kraju. Z resztą, Wolne Miasto Gdańsk, a potem Solidarność.

Wtedy pierwszy raz ćwiczyłam z konarem, ale o tym będzie przy okazji następnego wpisu.

 

 

Kolejny raz na Wyspę Sobieszewską trafiłam po około 10 latach, czyli w roku 2014, po przeprowadzce do Gdańska. To dzielnica tego miasta lecz trudno się tego domyślić. Szybciej dostrzeże się wioskę rybacką. Prędzej jakąś skromną miejscowość turystyczną. Nie ma nic wspólnego z miejskimi plażami w Jelitkowie, czy na Stogach. Dlatego nie ma lepszego miejsca na wypoczynek i nie umywają się tłoczne i kiczowate pomorskie kurorty takie jak Karwia, Jastrzębia Góra, a tym bardziej Władysławowo.

W moim prywatnym rankingu prócz Sobieszewa daje radę jeszcze miejscowość 20 km za nim, czyli Jantar. Ewentualnie dalsza, ale już mocno ,,ludna” Krynica Morska. Na Półwyspie Helskim tylko Hel (architektonicznie to chyba unikat w skali kraju), a opcjonalnie Jastarnia (elegancja).

Żadne z nich nie ma jednak tak dogodnego położenia, że pozwala mieszczuchom poczuć trochę dziczy nie wychodząc z szortów i sportowych klapków, bez pozbawiania szansy na trójmiejską turystykę lub nocne rozrywki.

No dobra. Patrząc po rejestracjach najwięcej tam chyba gdańszczan i gdynianek. O dzikich plażach przy Ptasim Raju coś tam pisało Natemat.pl, lecz dzięki Losu nadal jest tam spokojnie. Choć, usiłując wynająć kwaterę pod koniec lipca, myślałam już, że wyląduję pod Puckiem (nic a nic nie mam, bo dobry wypad na Jastrzębią i Hel, aczkolwiek po jednym z półmaratonów poczułam, że Zatoka Pucka miewa nieprzyjemne odory)

polskie krewetki
muszle

Jak to jechało?

Przypomniałam sobie tytuł popularnej audycji, której akurat nigdy specjalnie nie lubiłam.

Z dworca głównego w Gdańsku autobusy 186 i 112 odjeżdżają co około 20 minut. U progu wyspy jest chybotliwy most pontonowy (od 2016 remontowany). Po prawej i lewej stronie Martwa Wisła.

Jak to nad morzem bywa – w lesie co kilkadziesiąt metrów są numerowane wyjścia na plażę, ale efektowne, ,,ubarzone” i oświetlone dojścia do nich już znacznie rzadziej (po ,,zwykłemu” – zazwyczaj na jedną wioskę lub miasteczko jest coś co nazywa się główne wyjście na plażę, w Sobieszewie są takie dwa – pierwsze nieopodal wjazdu, wyraźną, kawiarnianą drogą wyłożoną płytami, prostopadle do ulicy Turystycznej oraz drugie, w stronę Świbna, pod miastem, ostro w las, obok hotelu Orle, w Świbnie jedno na samym początku, blisko kempingowej knajpy).

 

mapa turystyczna
mapa PTTK
mapa

14.08.2017 z samego rana

…cieszyłam się tym interesem. Bywam tam kilka razy w roku w różnych porach, ale odkąd krążę po kraju rzadziej.  Z resztą, mieszkać na miejscu jest inaczej niż dojeżdżać.

Przed roztruchtaniem kupiłam słuchawki w sklepie ze wszystkim (coś w rodzaju milion i 1 przedmiot). Trzeba być dziwnym, żeby na plaży słuchać muzyki zamiast przyrody. Głupi i często spowalniający nawyk. Tym bardziej, że skrzek mewy mam ustawiony jako sygnał budzika w telefonie przez cały rok (mniej więcej takie  :-D).

Odległość od głównej drogi do plaży to coś około 1,5 kilometra. Porzuciłam buty i pobiegłam w prawo. Bo to jest tak jak na powyższych mapkach:

  • Tuż za mostem rozwidlenie drogi. A cała wyspa od rezerwatu do rezerwatu ma 14 kilometrów.
  • Droga w prawo prowadzi do drugiej miejscowości ,,wyspowej” dzielnicy miasta Gdańsk, czyli Świbna, na której krańcu znajduje się rezerwat ptaków Mewia Łacha  oraz Przekop Mierzei Wiślanej, czyli sztuczne ujście Wisły do Bałtyku. Przeprawić się przez nie można np. promem (albo objechać autem, co trwa znacznie dłużej) i trafić wprost na pas miejscowości turystycznych od Mikoszewa, przez Jantar, Kąty Rybackie, Stegnę, Sztutowo aż do Krynicy Morskiej. Dalej już praktycznie granica z Rosją. Ten region określa się Mierzeją Wiślaną.
  • Droga w lewo to rezerwat ptaków Ptasi Raj. Dochodzi do ujścia Wisły do Zatoki Gdańskiej. Za nim znajdują się (chyba) plaże na gdańskich Górkach Wschodnich. Widać port. Pod względem widoku odpowiada mi mniej. Jest tam jednak długa, leśna ścieżka przyrodnicza. I miejsca obserwacji tych ponad 300 gatunków ptaków, które okazjonalnie obrączkują ornitolodzy i wolontariusze na obozach. 

 

 

To zdjęcie powyżej nie jest z ostatniego biegu, a wcześniejszego. Od głównego wejścia nr. 1 w Sobieszewie do rezerwatu byłoby więcej kilometrów niż moja standardowa dniówka 10-12. Więcej niż 5-6, a jeszcze muszę wrócić do domu. Biegłam zatem do miejsca wcześniej. 

Rzuciłam buty w piach i ruszyłam wybrzeżem. Sami pojedynczy turyści. I zero bursztynów. To wzbudza podejrzenie. Co najmniej zmowy lokalsów lub światowego spisku.

Od przekopu Mierzei był to obszar bursztynowego raju. Szły słuchy, że koparki plądrując dno uruchomiły wszelkie skarby. Raz, drugi, trzeci, jechałam szukać. Potem czytałam i zamarłam z powodu przerażenia nielegalnością całej akcji, przy jednocześnie wymagającym sprzęcie! (specjalistyczna latarka to najmniejszy problem, bo najwięcej jest tego po sztormach, w okresie jesienno-zimowym lub w ziemi).

Jak to z bursztynek było?

Przez chwilę miałam jednak cichą nadzieję na odnalezienie własnego przeznaczenia. W Sobieszewie kilkukrotnie organizowano półmaraton, w którym raz miałam okazję wziąć udział. Chciałam do tego wrócić, a było to przed leczeniem tarczycy i przykro przyznać – poległam.

Tak się wkurzyłam na własną niemoc, że koło 19 kilometra widząc, że zaraz mi miną 2 godziny, zwyczajnie wysiadłam. Rzuciłam numer w krzak i ruszyłam do plaży z płaczem. Starałam się wrócić do formy, ale nic z tego nie wychodziło. Jakby moje ruchy spowalniała jakaś smoła. 

Szłam w stresie tą plażą i zobaczyłam błysk. Upał. Pogoda letnia, choć w czerwcu nad morzem nie jest to częste. Podniosłam jeden kamyk, drugi i kilkadziesiąt. Zachciało mi się śmiać. Wcześniej bursztyny nad Bałtykiem widziałam chyba w dzieciństwie.

Dotarłam do mety pieszo i okazało się, że po biegu organizatorzy już planowali mnie szukać. Trochę mi było głupio przed ludźmi, ale cuda natury osłodziły nieco przygodę. To odkrycie pewnie zapamiętam.

 

 

Tym razem spotkałam tylko łabędzie. Ktoś kto odwiedza Zatokę Gdańską i Morze Bałtyckie liczy zapewne na jod i ryby ze słonej wody. Z jodem zależy od miejsca, ale woda…Cóż. I ryby słodkowodne i słodkowodne ptaki w wielu popularnych nadmorskich miejscowościach czują się w sam raz.

Żeby to sobie lepiej uzmysłowić warto koło 6 rano podejść do nielicznych już kutrów rybackich i sprawdzić co łowią. No nie jest to sola, ale najczęściej nie jest też oczekiwany dorsz (chcesz lokalne i świeże polub szproty i śledzie! 😉 )

 

 

16.08.2017 ruszyłam leśną ścieżką

Ścieżki ciągną się wzdłuż pasa nadmorskiego, czyli tego piaszczysto – krzaczastego i pagórkowatego terenu przed właściwą plażą. Niestety nie wszędzie jest gwarancja, że uda się biegać nieprzerwanie określoną ilość kilometrów. Czasami jedna ścieżka się kończy, przecięta drogą prowadzącą do wyjścia na plażę i trzeba odnaleźć kolejną, analogiczną, ale już na innym poziomie ,,prostopadłości”.

Ponownie biegłam 30 minut w prawo i z powrotem. Są tam momenty wyłożone płytami chodnikowymi. Trwały jakieś roboty, ale było spokojnie. Wręcz dziko, bo pomiędzy drzewami wisiały nietknięte pajęczyny.

Jeśli ktoś poluje na grzyby, musi się ubrać w więcej poświęcenia i sprytu. Kiedy tylko wysypią, miejscowi penetrują cały las przybrzeżny Mierzei. Ich charakterystyczny znak – puszki po piwie. Nawet o 5 rano. Taki los…

 

 

17. 08. 2017 – zabawy biegowe z elementami street workoutu

Wieczorem znalazłam sobie kompankę, która postanowiła zostać trenerką. Truchtałam i biegałam na rozkaz kilkadziesiąt metrów z maksymalną prędkością. Po drodze na plażę, przy pierwszym głównym wyjściu znajduje się tor przeszkód w stylu sprzętu do street wokoutu.

Miałam tam różne stacyjki. Pompki, przeskakiwanie przez płotki, przebieganie po ruchomych drążkach, przechodzenie na rękach po poręczach (moje ulubione), brzuszki, slalomy, próby podciągnięć i przechodzenia pomiędzy górnymi uchwytami.

 

 

Skończyłam 30 minutowym biegiem po plaży o zachodzie słońca. A ludzie szykowali się już pewnie na ostatnie obserwacje w ramach nocy asteroidów, czyli ,,spadających gwiazd”.

Podsumowanie sportowe

  • Dobre, ale nieidealne dla biegaczy. Można zrobić około 30 kilometrów (w dwie strony) plażą i z większą trudnością lasem.
  • W przypadku rowerzystów problem polega na mierzeniu się z samochodami. Niestety, w niektórych momentach pomiędzy Sobieszewem a Świbnem, nie ma nawet chodników.
  • Siłownia – nieodnotowana.
  • Boisko – niewielkie, przy szkole i raczej nieudostępniane na zewnątrz.

Podsumowanie turystyczne

  • Jeżeli chcesz ciszy, spokoju, ale jednocześnie wyboru i ewentualnej ewakuacji do miasta typu Gdynia, Sopot, Gdańsk, to miejsce dla ciebie
  • Jeśli chcesz wakacji w małej miejscowości, ale szybkiego wypadu do innych miasteczek turystycznych (mini zoo w Jantarze, obóz koncentracyjny w Sztutowie, Krynica Morska), jedź do Sobieszewa lub Świbna (W Świbnie po 20 w zasadzie nie uraczysz już knajp, a w Sobieszewie wszystko zamiera po 23)
  • Kiedy masz w roku tylko kilka dni urlopu oraz rządne atrakcji dzieci, lepiej wybierz miejsce ukierunkowane na turystykę gdzie będzie więcej różnorodnych miejsc typu ,,labirytnt w polu kukurydzy
  • Chcesz jeść? idź do baru Ster. W tym roku pobili moje oczekiwania. Jeśli zamawiasz rybę to najesz się i bez frytek, a surówki ledwie wejdą. Olbrzymie kawałki świeżej, dobrze usmażonej lub upieczonej ryby w tej samej cenie co w każdej innej knajpie mały zestaw pozostawiający niedosyt białka plus zgagę po tłuszczu. Czynne nieco częściej niż dwa letnie miesiące.
  • Noclegi dostosowane do portfela. Są małe domki z kuchnią i łazienką w cenie 30-50 złotych od osoby, apartamenty po 50-70 złotych, hostele, skromniejsze oraz te lepsze hotele, ale raczej nie kurtortowe. Ceny uzależnione są od czasu rezerwacji, ilości turystów w danym sezonie, czyli także pogody.
  • W lipcu i sierpniu sklep w Sobieszewie jest całodobowy. Poza sezonem lepiej pilnować potrzeb
    i trzymać je w godzinach do 22.
  • W centrum Sobieszewa piekarnia, ale chleb jest dość…Lekki.

komentarze

Dodaj komentarz