15.02.2017 – elementy CrossFitu

Na zdjęciu rany wojenne. Od kettlebells, które wcześniej ćwiczyliśmy. Nigdy nie miałam kontuzji poza złamaną kostką od nieprawidłowego stąpnięcia. Ale to było 20 lat temu, więc pomyślałam, że sobie siniaka wstawię.

CrossFit to forma, która podbiła fitness kluby kilka lat temu. Trening głównie wytrzymałościowo-siłowy. Ćwiczenie wielu sprawności poprzez wykonywanie skoków, przesuwanie i podnoszenie ciężarów, wspinanie się na linie podciąganie, walenie młotami i rzucanie piłkami  😆 Takie coś, żeby poczuć, że się żyje. Niekiedy ludzie po tym padają i nie mogą ruszyć kończynami. Podobno wymioty też się zdarzały.

W trakcie szkolenia robiliśmy obwody składające się z 5 ćwiczeń i skoków na skakance. W pierwszym było 21 powtórzeń, drugim 19, trzecim 16, czwartym 12, piątym 9, szóstym 6 i siódmym 3. Chyba nic nie pomyliłam.

Ćwiczenia:

  1.  100 podskoków na skakance
  2. odpowiednia dla danego obwodu ilość wskoków na skrzynię lub wejść i zejść na zmianę od prawej i lewej nogi (robiłam to drugie, bo zawsze się boję, że wskakując na coś się wywalę, wolę skakać do czegoś jak belka lub kosz)
  3. przysiady ze sztangą z wypchnięciem nad głowę
  4. przysiady dotykając pośladkami piłki lekarskiej
  5. burpee – przeskok bokiem nad sztangą i burpee z drugiej strony
  6. martwy ciąg

Kompletnie nie miałam siły. Już pomijam fizyczną, bo u mnie ważniejsza jest wewnętrzna zgoda psychiczna. I tak musiałam zrobić jakiś trening, ale niekoniecznie kolejny obwodowy. Leki przeciwbólowe, ogólne zestresowanie i zachciało mi się męczyć tak przy ostatniej serii. 3 brzmi zdecydowanie bardziej mobilizująco od 21, czy kilkunastu  🙂

Nawet się nie starałam nie krzywić a po mnie chyba widać emocje, więc pewnie wyglądało upiornie. Zamieniłam sobie sztangę olimpijską na leciutką sztangietkę, gdzieś tam nie doliczyłam, świadomie pominęłam i przetrwałam  🙂

Najgorsze było to, że wieczorem czekało mnie jeszcze sprzątanie mieszkania rodziców, czyli kolejna praca fizyczna. Ojciec mnie przewiózł, kawa, 2 godziny szorowania i pieszo powrót do swojego domu. Na pisanie nie starczyło mi już siły.

 

P.S. Muszę szybko nadgonić pamiętnik, bo teraz mam nowe miasto i zupełnie nowe okoliczności do relacjonowania.

komentarze

Dodaj komentarz