15.05.2017, 17.05.2017, 20.05.2017 – kilometry, siła, technika biegowa

Najpierw w Rzeszowie a potem w Łodzi.

Pierwszy i ostatni z trzech treningów zwykłe 10 km dążąc do maksymalizowania tempa. Tym się chyba z resztą odróżnia jogging od treningu. Pierwszy jest ruchem przy minimalnym wysiłku. Trening wymaga pracy, przekraczania siebie i robienia postępów. Sama nie zawsze trenuję. Czasem zwyczajnie sobie biegam. 

W Łodzi biegałam po Poniatowskim i potem na Zdrowie do ojca, z którym porobiliśmy sobie trochę marszobiegów. Powrót znów przez park Poniatowskiego.

Drugi trening – 17.05.2017 to rozgrzewka w postaci rozbiegania i sześciesięciometrówki w trakcie których robiłam:

  • skipy A 
  • skipy B
  • skipy C
  • wieloskoki (takie dwutakty z maksymalnym wyciągnięciem w górę kolana i ręki po przeciwnej stronie ciała)
  • skipy A/C (30 metrów prawe kolano w górę do przodu a lewa noga uginana do pośladka z tyłu i 30 metrów zmiana nogi)
  • przebieżki razy 3

I taki ciąg 3 razy, a następnie jeszcze trochę truchtu w stronę jakiejś zapory na rzece przy boisku i do domu.

 

Kolejny raz trafiłam na żmiję i usiłowałam rozbiegać nowe buty. Buty są w wersji ,,sezon letni”, czyli jasne. Z jednej strony logiczne, bo brak jesienno-zimowego błota. Z drugiej strony nielogiczne, bo można je poplamić trawą. Szczególnie ja, bo lubię np. po łąkach i polach na Sądecczyźnie lub po plaży w Gdańsku.

 

Zdjęcie zawiera larwę motyla, która kiwając głową na boku poruszała się ruchem pełzającym z traw do trawy.

 

 

 

komentarze

Dodaj komentarz