16.12.2016 – 8 km nad rzeką i około 18 po Beskidzie Sądeckim.

Wybiegłam około 7.30. Rzeka, mróz i smog. Na szczęście, o tej godzinie jest jeszcze odrobinę mniej dokuczliwy. Zrobiłam 4 dwukilometrowe koła. Więcej byłam w myślach niż w biegu.

Prysznic, śniadanie i na busa. Około 30 kilometrów do miejscowości, która nazywa się chyba Łomnica-Zdrój. Można stamtąd dojść na Halę Łabowską.

Latem byłam w tamtych rejonach usiłując biec. Na początku jest mocno pionowo i dlatego w ostatni piątek prewencyjnie większy wysiłek fizyczny zaliczyłam wcześniej.Dzięki temu nie musiałam się koncentrować na tym, czy podkręcę tętno i trochę mocniej spocę. Aczkolwiek to i tak się udało. Okazało się, że chyba nikt od dawna nie szedł tamtędy. Nie było widać trasy a śnieg sięgał od połowy mojej łydki prawie do kolana. Nierównomiernie. Grzęzłam zatem raz niżej, raz wyżej. Przy sporym nachyleniu, w ciągu niecałej godziny, zdjęłam rękawiczki, czapkę, kurtkę i rozpięłam bluzę.

W Nowym Sączu nie było śniegu. Jedynie lekki mróz. Za to w lesie od Łomnicy, gałęzie drzew pokrywała spora warstwa lodu. Ciekawie wyglądały wystające spod śniegu, oblodzone, pojedyncze źdźbła traw. Świeciło słońce a z czasem, śnieg zaczął topnieć. Z drzew spadały sople. znajoma mówiła, że to chyba ..Inwersja? W każdym razie sytuacja w której temperatura w górach jest niższa niż pod szczytami.

16.12.2016

Po pierwszym ostrzejszym wzniesieniu powinno być już raczej płasko. Głęboki śnieg nie ułatwiaj jednak przedzierania się przez hale. Z koleżanką zastanawiałyśmy się chwilę czy nie zawrócić. Gdyby szlak na dół, od schroniska był podobnie nieprzetarty musiałybyśmy chyba nocować. Przede wszystkim z powodu nadchodzącego zmierzchu. 

Mając na liczniku jakąś godzinę dłuższą wspinaczkę, niż opisują w informatorach, byłyśmy już całkiem blisko. Niecały kilometr przed schroniskiem jego pracownicy przetarli drogę skuterem.

Na hali jakaś zupa, bo okazało się, że od drugiej strony rozdeptali nam wchodzący turyści. Nie mogłam się rozgrzać więc wymieniłam mokrą od potu bluzę na zapasową. Zamieniłyśmy się z koleżanką na buty. Schodzą nadgoniłyśmy ,,przewodnikowy” czas. Po wyjściu z lasu jeszcze kilka kilometrów szłyśmy przez wsie. Było ciemno. Razem zrobiłyśmy około 18 kilometrów.

Pomimo tego, że swoimi treningami najczęściej do niczego nie zmierzam, wysiłek taki jak chodzenie po górach traktuję jak rekreację i podobnie do pływania, nie wlicza mi się w plan tygodniowy. To nie oznacza, że tego nie doceniam. Zwyczajnie mniej się na tym znam i trudno jest mi planować, mieć pewność, że nie stracę kontroli nad forma i czasem.

 

P.S. Więcej zdjęć z drogi na halę Łabowską – Instagram

komentarze

Dodaj komentarz