18.04.2017 – rytmy na Zdrowiu

Zwykle będąc w Łodzi staram się choć dwa razy zrobić trening z tatą. To, że w życiu mam swoje treningi to trochę jego ,,wina” jest.

 

Jego dojrzewanie i młodość były związane z lekkoatletyką. Kiedyś z różnych PRL-owskich przyczyn miał kłopot z pracą w ,,wystudiowanym” zawodzie, więc zrobił uprawnienia trenerskie w tym sporcie. Miał już zostać tym najpierw drugim trenerem dość potem znanego zawodnika, ale los otworzył inną drogę. Takie znam opowieści. Z doświadczenia znam natomiast jego przywiązanie do porannego wstawania w weekendy, święta, na wakacjach i entuzjastycznego namawiania do rozpoczęcia dnia rozruchem w dostępnych okolicznościach przyrody. Głosy, że można wtedy dłużej pospać kwitował z niesmakiem.  

No dobra – bez krygowania, to jako dziecko traktowałam go jak natręta i terrorystę. Kiedy już trenowałam koszykówkę nienawidziłam treningów w terenie, czyli nie znosiłam wszystkiego co z lekkoatletyką chociażby się kojarzyło. Zmieniło mi się z wiekiem. Teraz wpojone przez ojca podstawy treningu lekkoatletycznego, uważam za bardzo cenne. 

Dobiegałam z mieszkania na ,,Zdrowie” około 30 minut na rozgrzewkę. 

Odmierzyliśmy sobie 100 metrów, co jest sporo łatwiejsze odkąd co 200 metro jest tabliczka na specjalnej ścieżce biegowej. Pisałam o tym w drugim opisanym tu treningu 1 grudnia 2017.

Zrobiłam 10 tempówek z 60 sekundowymi przerwami. 

Nie podam średnich czasów, bo mi trochę wstyd. Do Olimpiady bym miała jeszcze ,,trochę”  😉 

 

komentarze

Dodaj komentarz