19.05.2017 i 22.05.2017 – McFit w Łodzi, czyli ćwiczyłabym

Jak każdy klub określa się numerem 1. Wolałabym, żeby nie był 1 na świecie lub w Europie, bo po kilkunastu latach obserwowania tej branży mam wysokie wymagania i czekam na rewolucje. W Polsce sytuuję go wysoko przez drobiazg, o którym od lat bębnią specjaliści z branżowej prasy na temat zarządzania.

 

Wstępne dywagacje

Nie wystarczy już duża, schludnie wyremontowana przestrzeń i nowy ergonomiczny sprzęt. Śrubowanie obsługi klienta to bardzo wiele, ale obyci goście chcą jeszcze wrażeń. Charyzmatyczni instruktorzy, trenerzy? Te standardy nasza ,,rozszkolona” branża ma do perfekcji. Drobiazg, a jednak nie, czyli koncepcja, design, projekt wnętrz.

Kiedy w zachodnim świecie wzrastał dobrobyt i rozwijała klasa średnia, która było stać na konsumpcję, w naszym kraju sklepy świeciły pustkami. Kilka, kilkanaście lat transformacji, to był czas kiedy klientów cieszyła ,,niesiermiężność”, a zachwycały wszystko co technologiczne. Wtedy maszyny cardio i monitory na ścianach wydawały się ekskluzywne.

Polacy nadal nie zarabiają tyle, żeby każdy swobodnie zmieniał telewizory i laptopy, niemniej jednak, nawet ci skromniej uposażeni przywykli, do tego, że obiekty sportowe oferują im estetykę i informatyzację usług po niewygórowanych cenach. Mogą to mieć w standardzie, w każdej nowootwartym miejscu. Dlatego trzeba iść w segmentację – w stylizowane na amerykańskie przedmieścia lub koszary kluby crossfitowe, w przestrzenie do body&ming, medytacji i innego relaksu, które ozdabiają akcesoria kojarzone z duchowością, w kluby taneczne pozwalające poczuć się jak w innej epoce. A jeśli w technologie to od a do z, czyli z obsługą klienta na telebimach. Styl miejski, wiejski, stare fabryki i stocznie, byle obiekty kultu religijnego, hipermarkety i kolejowe stacje. To zaciekawia i może sprawić, ze (póki co) wielkomiejski klient zostanie z klubem na jakiś czas, lub jeśli klub jest w mniejszym mieście, to kilkaset osób przyjedzie do niego specjalnie po te atrakcje. 

A jeśli ktoś się nazywa Premium i nie ma nawet grawerowanych ręczników z imieniem klubowicza to…No wybaczcie ludzie drodzy, ale w tych czasach można pewnie skusić zacny procent na płacenie kilkuset złotych miesięcznie, ale wówczas dosprzedawanie im koktajli z białka lub treningów personalnych jest poniżej oczekiwań. Jeśli 250 i w górę to z pełnym pakietem.

 

Ceny

Powyższe uwagi nie dotyczą McFit, ktory pozycjonuje się jako klub niedrogi. Znając najczęstsze wynagrodzenie w kraju nie powiem, że kluby są w ogóle dla każdego, bo całkiem duży odsetek Polek i Polaków balansuje w okolicy najniższej krajowej. Niestety. No ale, jeśli brać najczęstsze wynagrodzenie i średnią dwóch osób na gospodarstwo, to znając skłonność ludzką, 100 złotych w miesiącu wygospodarują na zasłużone pasje i rozrywki. Potwierdzają ją z reszta badania.

Karnet w McFit kosztuje poniżej 100. Uczestnicy ostatniego szkolenia na którym byłam mówili, że promocja 39 złotych miesięcznie przy rocznej umowie zrobiła w klubie tłok. Dają nie jedno, a dwa bezpłatne wejścia próbne. Byłam więc bliżej wieczora w piątek i blisko poniedziałkowego południa. Nie zauważyłam ścisku. Raczej równomierny rozkład gości w skali całego dnia.

Po kilka maszyn tego samego rodzaju pozwala na siebie nie wpadać. Choc wiadomo, że robienie superserii w klubach nie należy do łatwych zadań. Rezerwowanie kilku maszyn na raz może być uznawane za niekoleżeńskie i nierozumiane przez amatorów przyzwyczajonych ćwiczyć jedną grupę mięśni na jednej maszynie. 

 

Wrażenia

Gdzie te wrażenia, o których pisałam? Przede wszystkim w wystroju wnętrz. Nie znam się na architekturze, ale jest taki..Eklektyczny?

Sporo motywów azjatyckich, kojarzonych z indyjskim i chińskim buddyzmem. Figurki, misy, jakieś przedmioty służące chyba do skrapiania, święcenia lub zraszania. Toaletki. Złoto i pudrowy róż.

 

 

A te współczesne grafiki na ścianach to może jakiś popart? Lekko kiczowata, podświetlona głowa łosia na ścianie wprowadza jednak klimat ciepły, domowy, nieindustrialny, choć przecież niemalowane, otynkowane ściany, wysokie sufity, rury wentylacyjne, otwarta przestrzeń sprzyjają raczej drugiemu . 

 

 

Hip hop jako muzyka w tle. Rzecz gustu. Ja za nim przepadam, bo lubię słowa, a na treningu potrzeba też energii, czyli słów nieco mocniejszych. Jeśli nie jest po polsku, a w języku, którego na codzień się nie używa, łatwo się odciąć i nie zauważyć, ze bywa i wulgarny i seksistowski. Demoralizuje młodzież promując używki  😆 

Stare meble – trochę bardziej wieś niż antyki. Fotele, biblioteczki. No i książki. Sprawdzałam i przynajmniej część z nich nie była atrapą. 

 

 

Trenerki, fitnessy, instrukcje

W salach ekrany dotykowe. Można wybrać prezentację ćwiczenia i obejrzeć instrukcję. To, że nie każdy klub to jeszcze ma jest dla mnie dziwne. Za kilka lat instrukcja multimedialna powinna się znajdować przy każdej maszynie, a nie tylko w strefach Crossfitu i treningu funkcjonalnego. 

Klub nie prowadzi zajęć grupowych z instruktorem. Przez cały dzień trwa projekcja różnych form zajęć z nagranych filmów. Dla klubu jest to niemała zaleta. Umówmy się – zasoby ludzkie to tylko koszty i problemy 😉

No, ale takie treningi z filami nie są jednak tym samym co fitness z instruktorami. Brakuje im:

  • czynnika motywującego do poprawiania techniki wykonywania ćwiczeń w postaci świadomości, że ktoś jednak patrzy i ocenia,
  • czynnika motywującego do niespóźniania i wytrwania do końca zajęć (bo ktoś jednak patrzy i ocenia),
  • poczucia bezpieczeństwa do fachowca, świadomości, że w razie kłopotów (np. kontuzji) doradzi, zareaguje, pomoże,
  • rozrywki jaką zapewnia energia grupowa powstająca z powodu interakcji instruktorów i uczestników.

Na miejscu menadżerów klubu dołożyłabym choć 2-3 godziny na żywo z instruktorem w skali całego dnia.

 

Wyposażenie

Wracając do sprzętu – maszyny firmy Gym80 International to bardzo lekka konstrukcja. Możliwość zmiany ustawień znajduje się tam gdzie intuicyjnie powinna się znajdować. Proces przestawienia urządzenia np. z prawej na lewą stronę nie wymaga użycia siły. Kilka rozwiązań testowałam pierwszy raz. Jak np. taką maszynę, która nadaje się do treningu odbicia, a zrobiono ją pewnie z myślą o mięśniach pośladków. Wypycha się ciężar jedną nogą w dół jak na steperze. 

 

 

W łazience wszystko co potrzebne, czyli mydło, jakieś prostownice, czy suszarki. Niestety ubikacja trochę za daleko od prysznica. No i w przestrzeniach prysznicowych przydałyby się jeśli już nie zasłony, albo drzwi, to chociaż wieszaki. 

 

Co ja tam robiłam?

Pierwszego dnia głownie kettle. Do znudzenia. Różne ciężary i technika. Tak jak wtedy. A potem jeszcze trx, worki bułgarskie w strefie treningu funkcjonalnego. Mieli awarię prądu.

Niech mi ktoś wyjaśni – czemu streetworkerów nie boli skora dłoni od poręczy? Próbowałam przechodzenia z poręczy na poręcz chwytając ją od dołu oraz unosząc się na niej z gory i bolało bardzo. 

W poniedziałek testowałam maszyny robiąc mięśnie kończyn dolnych oraz trening z filmem na sali fitness.

 

Podsumowanie

parametrocena od 1(najsłabsza) do 7(najlepsza)
sprzęt6
estetyka7
tłoczność/przestrzeń5
czystość5
instruktorzy/trenerzykorzytsałam tylko z wirtualnego – 4
obsługa klienta5
pozostała kadra (menadżer/sprzedawca)nie miałam przyjemności
cena6
dojazd6
bogactwo oferty5

 

 

komentarze

Dodaj komentarz