2.12.2016 – 10 km po Nowym Sączu

Mam tyle do napisania, że chyba się nie nauczę, że na południu smog, nie tylko jest, ale jest nie do zniesienia i odbiera radość treningu.

W centrum normy są przekroczone, tak jak w całym kraju, ale rzadko czuć brzydki zapach. Można się przed nim schronić w licznych parkach. Nie oblepia skóry i ubrania.

Najczyściej w Trójmieście, choć i tam bywa tak, że smród unosi się w powietrzu. Zawsze można jednak biegać w pasie nadmorskim.

No a w takim Nowym Sączu, to nie pozostaje nic innego jak wyjechać poza obszar miasta. Pewnie najlepiej wybiec w góry. Tylko to już wyprawa a ja całe życie wybieram najwygodniejsze sporty. Takie, które mogę ,,robić” a nie myśleć nad organizowaniem ich ,,robienia”.

Stale mi się wydaje, że to niemożliwe. Jestem z pokolenia wychowanego na tzw.,,świeżym powietrzu”. Niestety, czasy się zmieniły. Muszę się pogodzić, że to mi się nie wydaje i przestać ryzykować trucie.

Nawet jeżeli ograniczę biegi do 3 w tygodniu a pozostałe 2 treningi zrobię w pomieszczeniu, to będę potrzebowała maski antysmogowej. Realnie na to patrząc, w sytuacji krótkiego, zimowego dnia, rzadko kiedy mam możliwość poświęcenia kilku godzin na dojazdy a w pozamiejskim terenie pojawia się dyskomfort związany z brakiem ulicznego oświetlenia.

Teraz tylko muszę się zapoznać z ofertami, możliwościami takich urządzeń.

 

A tak poza powyższym, dziś byłam godzinę ulicami po mieście. No i tyle. Kierowałam się na boisko za skansenem, ale chyba nie było oświetlone.

Przed wyjściem trafiłam w sieci na wykład osoby, która kiedyś była mi bliska. Wspominałam biegając.

komentarze

Dodaj komentarz