20.12.2016 – 10 km po Gdańsku

Moja standardowa trasa ulicami. Kiedy brakuje czasu pętla od domu do domu jest nieoceniona. No i nie jest tak nudna, jak bieganie mniejszych kółek np. po bieżni. 

W międzyczasie szybka akcja, czyli zbiegłam z trasy pomóc koleżance wybrać choinkę. 15 minut wybierania i pobiegłam dalej.

To wyjątkowa sytuacja, bo generalnie nie polecam w zimie takich manewrów. Lekki biegowy ubiór, nie kwalifikuje się do stania spoconym na mrozie. Wszystko gra dopóki ciało jest rozgrzane. Łatwo się przeziębić, gdy stygnie. Poza tym, stanie mokrym na mrozie jest zwyczajnie nieprzyjemne.

To ograniczenie, które dotyka mnie np. w Nowym Sączu, bo muszę dojechać oraz wrócić z biegania pieszo i środkami transportu miejskiego. O wiele mniej ryzykowne byłoby dysponować samochodem, ale to znowu, odcinałoby mnie od bycia częścią miasta a poza nim, częścią przyrody.  

Po tym treningu został mi jakiś katar i kolejnego dnia czułam jakbym zaczynała chorować. Nie zwracam na to uwagi i zwykle mija po kolejnym bieganiu w terenie.

komentarze

Dodaj komentarz