23.08.2017 – klub Victoria Fitness w Starym Sączu

Dawno, ponad miesiąc temu, odwiedziłam siłownię w Starym Sączu. Zgadza się! Mieszka tam około 9 tysięcy osób, mieszkał niejaki Tischner dzięki któremu kiedyś, na jakąś 13-stą Wigilię, rodzice wyczarowali mi na ,,Historię filozofii po góralsku”, podobno mieszkała rodzina obecnego prezydenta RP i Victoria fitness też tam mieszka. Obok Rynku.  

Zza lady przywitała mnie Pani w mocno ekspresyjnym makijażu. A cena była 20 zamiast internetowe 30 zeteł.

Otwarcie średnie, bo szatnia wymaga nieco…Poprawek. Może tam właśnie remontowali, a może jest jak zwykle, czyli kobiety nie kąpią się publicznie, bo w trakcie kąpieli muszą odczyniać tajne zaklęcia i niepowtarzalne rytuały, więc prysznice tkwią w stanie mocno kiepskim. Ale toaleta raczej czysta i szafki ok.

p.s. dygresja – czuję się teraz jak Magda Gessler lub Perfekcyjna Pani Domu. Z tego co wiem byli i fryzjerzy, to czemu nie ma fitnessowych rewolucji?! A przepraszam…W sumie moja przygoda z menadżerką miała nimi być tylko nie za bardzo miałam wtedy na wizualno -techniczne transformacje. 

 

 

Miejsce niewielkie, ale wystarczające. Sprzęt bez nadmiaru, ale każdą partię ciała można na nim zrobić. Zaledwie kilkuletni, choć niektóre tapicerki swoje przeszły. Strefa cardio, maszyny, wolne ciężary, sala fitness. Standard. W jednym miejscu nieco przestrzeni na kettlebells i TRX. Ale bez ,,funkcjonalnego nadmiaru”. 

 

 

Przypomniałam sobie o klatce piersiowej, bo w ostatnim czasie słabość mojej barkowej obręczy wydaje się być źródłem kompleksu. Tak jak wspominałam już kilkakrotnie, a przede wszystkim w opisie mojej sportowej historii – ciało musi pasować do stanu psychiki, a różne są w życiu etapy psychologicznych potrzeb. 

W każdym razie po rozgrzewce:

  • posiedziałam kilka serii na sztandze na ławce prostej
  • nie posiedziałam na butterfly, bo wydawał mi się zepsuty – zamiast tego ściągałam linki w bramie

Potem nieco grzbietu (no dobra – przewaga grzbietu, nierównowaga):

Myślałam o tym, jak to dobrze, że w siłowni coraz więcej zaangażowanych kobiet. Zastanawiałam się czy w mniejszej miejscowości wszyscy się tam znają i jako obca nie jestem dziwnym zjawiskiem.

I jeszcze jakieś próby przysiadów ze sztangą…To tak na wszelki wypadek. Jeśli coś mnie uwiera zaczynam to robić za każdym razem aż przywyknę. 

Potem poszłam się bawić kettlami oraz zwisem TRX. Przenosiłam też gumową piłkę w ramach ruszenia brzucha. Około 20 minut. Tak jak np. wtedy:

 

11.07.2017 – kettlebel, worki i trx w Fitness for life

 

Na zakończenie – hop na bieżnię, ale tylko na kilka minut, po zdjęcie do pamiętnika. Po około półtorej godziny nie chciało mi się już wschodzić na rozpoczynające się zajęcia fitness. Może następnym razem. 

 

Wykąpałam się manewrując między czymś dziwnym ustawionym w łazience a letnią wodą z popsutej dyszy. 

Niemniej jednak – jeśli ktoś jest w okolicy i potrzebuje treningu to spokojnie mogę polecić. Niewielkie mankamenty są wszędzie.

 

Przy wyjściu malowniczy skwerek. A za nim urokliwe miejsce należące kiedyś do lokalnego artysty. Nazywają to Oficyna Raczków. Malowidła na ścianach, ludowe rzeźby. Klimat. Ładnie opisują to także na blogu Ruszaj W Drogę.

Podsumowanie

parametrocena od 1(najsłabsza) do 7(najlepsza)
sprzęt4
estetyka3
tłoczność/przestrzeń5
czystość4
instruktorzy/trenerzynie korzystałam
obsługa klienta4
pozostała kadra (menadżer/sprzedawca)nie miałam przyjemności (chyba;))
cena4
dojazd6
bogactwo oferty5

 

komentarze

Dodaj komentarz