24.01.2017 – 10 km biegu i 26.01.2017 – rytmy 100 metrów

24.01.2017 – bieg

Nadal słabo się czułam więc wyczołgałam się ,,smogować” wieczorem. Muzyka, 5 kółek i do domu.

 

26.01.2017 – rytmy 

Czułam się lepiej, ale psychicznie mi się nie chciało. Totalnie mi się nie chciało. To może jeszcze kawa. A potem kreatyna. A potem cola. A jeszcze założyć dodatkową bluzę, bo zimno. W rezultacie zastosowałam manewr krótko a intensywnie.

Najpierw 2 kilometry na rozgrzewkę. Potem odmierzyłam 100 metrów krokami i zrobiłam 15 rytmów, czyli odcinek bardzo szybkim biegiem i powrót truchtem. Trochę więcej o rytmach pisałam w tym wpisie.

Okazało się, że nie byłam jeszcze dość rozgrzana, ponieważ poczułam lekkie nadciągnięcie w czworogłowym uda. Tak jest często. Nic groźnego tylko potem, do czasu ,,wygojenia się” nie daje się biegać szybko.

To takie uczucie szczypania i jakby ciągnięcia. Pewnie stąd mówi się potocznie np. o naderwaniu. 

Na koniec jeszcze 2 km w koło rzeczki i z głowy. 

 

To był prawdopodobnie ostatni trening w Nowym Sączu na dłuższy czas. Będzie mi brakowało tego…Smogu 😉 

Żartuję. Mniejsze miasta mają większy urok. Pewnie dlatego, że w dużych żyłam większość życia i jedyne jego atrakcje, czyli życie kulturalne i towarzyskie, nie są moimi hobby. Snobizm, wszystko społecznie jakieś prostsze, ale i bezpłciowe, daleko do przyrody. Nie polecam. A taki Nowy Sącz, gdyby miał czystsze powietrze, to dla przedsiębiorczych byłby ok. 

komentarze

Dodaj komentarz