24.02.2017 – siłownia Cool Gym w Rzeszowie

Po stronie oceniłam, że siłownia w starym stylu będzie najbardziej odpowiednim miejscem pierwszych odwiedzin fitness klubów w tym mieście. Tradycyjny styl to ciężkie, duże maszyny, skórzane tapicerki, które często się przedzierają i skręcane hantle zamiast lekkiego, ergonomicznego, plastikowego sprzętu.

Znajduje się w centrum miasta. Przy galerii handlowej Graffica.

Mogłam zapłacić 13 złotych za wejście, ale była promocja i za polubienie fanpejdża wejście gratis. No to poszłam do szatni damskiej, która znajduje się za zakrętem zamiast za drzwiami. Przebierane bliżej wejścia może być zatem nieco krępujące. Po wyglądzie bałam się, że nie będzie prysznica, ale znalazłam. Tylko w toalecie nie mieściłam się z kolanami. A jest jedna, koedukacyjna.

Czysto, tylko ściany i podłogi bardzo stare. A szczególnie na sali. Sale pojemne, duże, dwie. Operowałam na dwóch, ale możliwe, że gdzieś jest jeszcze sala fitness. Na nich podłogi mają przetarcia chyba z ostatnich 50 lat. Ławki, siedziska i oparcia również i raczej nie widują tapicera. No, ale co to przeszkadza…Dla chcącego treningu nic trudnego.

No dobra. Może być bardziej lub mniej wygodnie. Szczególnie w kwestii zakładania zacisków na sztangi. Te nie wchodziły i nie schodziły co zabiera za dużo czasu w przerwach między seriami. Klimatyczne, tradycyjne maszyny to jedno  a zadbanie swoją drogą. Nie muszą się wykluczać. Zaciski tania rzecz, zatem daję za to minus kawałek punktu.

Trochę to tak wygląda jakby ktoś chciał to zamknąć i wykańczał działalność w ostatnich miesiącach wynajmu pomieszczeń. Z drugiej strony dziwne, bo jak na godzinę 14 w siłowni spory tłumek. Oczywiste, że przewaga szkolnej młodzieży, ale nie tylko.

Zauważyłam, że w tego typu miejsca są oblegane przez nastolatki. Być może decyduje cena a może ten nieformalny klimat sprzyja brakowi skrępowania przed bardziej doświadczonym personelem lub obytymi klientami. Trudno powiedzieć. Może głośna, ostrzejsza muzyka. 

No cóż…Miałam wcielać w życie szkolenie to pomyślałam, że zrobię sobie dla odmiany czworogłowy z dwugłowym po 3 ćwiczenia i biceps z tricepsem po 3 w tzw. superseriach no i brzuch.

Normalnie w siłowni odpoczywam, czyli marnotrawię czas robiąc wszystko, żeby coś tam zrobić, nadrobić to co trudniej wyizolować w trakcie ćwiczeń z ciężarem ciała, ale jednocześnie nie wiedzieć kiedy to zrobiłam, za bardzo się nie zmęczyć.

Ta metoda wymaga użytkowania na zmianę dwóch stanowisk. Po jednej serii na mięsień od razu przechodzi się do serii na mięsień antagonistyczny i dopiero przerwa przed kolejnymi seriami tych samych dwóch ćwiczeń. Przy obłożeniu współtrenującymi nie szło zbyt płynnie. Poza tym, nie znając miejsca trzeba wszystkiego szukać.

Robiłam jakoś tak:

  1. Prostowanie nóg na maszynie siedząc i uginanie na maszynie w leżeniu przodem po 15.
  2. Przysiady ze sztangą na barkach i jakimś niewielkim obciążeniem oraz martwy ciąg na prostych nogach (teraz to będę ćwiczyć i ćwiczyć latami, jak w domu przysiady z wyskokami, burpees i pompki) po 12.
  3. Przysiady bułgarskie z kilku kilowymi hantlami i prostowanie tułowia na ławce rzymskiej po 12. 

Zauważałam, że trener aktywnie instruuje młodzież. To z plusów miejsca.

Jakoś tak mało czułam nogi, ale rozglądając się po sali nie trafiłam np. na wolną suwnicę.  Stwierdziłam, że ta ławka rzymska zahaczała o pośladek to może i to wykonam i jeszcze przywodziciele. Maszyna na odwodziciele była ok i na mięśnie wewnętrznej strony ud także, ale na pośladkowe już chyba nie działała. Zirytowało mnie, że mi się posypało trenowanie tą całą koncepcją i zaczęłam mięśnie kończyny górnej.

  1. Uginanie ramion z hantlami i prostowanie ramion w opadzie opierając się o ławkę po 15.
  2. Modlitewnik mi jakoś nie podchodził zatem dalej uginałam tylko, że sztangą i w staniu a potem prostowałam ze sztangą nad głową siedząc na ławce.
  3. Nastał czas, który w planie miał się pięknie komponować przy użyciu bramy. Ta nadal była zajęta. Druga podejrzanie nieużywana była faktycznie niefunkcjonalna. Albo pod coś specjalnie zmodyfikowana z własnoręcznie wykonaną dziurą. Postanowiłam na wszelki wypadek tego nie ruszać a czekając zrobić brzuch w przerwie machając swingi kettlami. Kettlebells były wielkie i plastikowe. 12 kg było większe od mojej głowy  😆 Po unoszeniu nóg w zwisie brama znowu była zajęta. Zrezygnowana zrobiłam tylko serie na triceps, czyli ściąganie linki przy wyciągu górnym prostując ramiona.

Potem okazało się, że mydło w łazience jest, choć w modnych klubach brakuje go dosyć często. Za białko nie dało się zapłacić kartą a zaczęłam mi się już trochę śpieszyć, więc odpuściłam. Powinnam zjadać więcej białka, ale póki co wróciłam do kreatyny. Robi mi dobrze…Głównie psychicznie 😆

Podsumowanie

parametrocena od 1(najsłabsza) do 7(najlepsza)
sprzęt3
estetyka2
tłoczność/przestrzeń4
czystość5
instruktorzy/trenerzynie korzystałam
obsługa klienta5
pozostała kadra (menadżer/sprzedawca)nie miałam przyjemności
cena6
dojazd6
bogactwo oferty3

komentarze

Dodaj komentarz