25.01.2017 – trening w siłowni, czyli w krainie zabawek

Po rozgrzewce zaczęłam od ćwiczeń na grzbiet. O ile sobie przypominam robiłam:

  1. ściąganie drążka 
  2. przyciąganie sztangielki w opadzie tułowia przy ławce
  3. przyciąganie sztangi w opadzie
  4. przyciąganie wyciągu dolnego w siadzie
  5. przyciąganie uchwytów z ciężarami do siebie siedząc na maszynie
  6. martwy ciąg
  7. prostowanie tułowia na ławce rzymskiej

Potem rozciągnęłam trochę grzbiet przeciwwagą, czyli wyciskając sztangę leżąc na ławce. Oczywiście leciutką sztangę bez nadmiernego wysiłku.

 

A następnie poszłam się bawić kettlami.

  1. swingowałam jak tu od 1:44
  2.  i to samo tylko, że nad głowę
  3.  i jeszcze z ręki do ręki jak tu od 1:50
  4. uginałam przedramiona trzymając kettla w obu dłoniach
  5. zrobiłam z kettlem trochę przysiadów

 

Ze 2 razy wskoczyłam na linę, która wisiała przy suficie. To nie jest wcale takie proste na niej wisieć, ale gdybym taką miała w domu to pewnie bym wyćwiczyła.

 

Poszłam na TRX. To takie dwie połączone taśmy zawieszone na ścianie, bramie, czy suficie. Zrobiłam:

  1. kilka przysiadów na jednej nodze
  2. nieco rozpiętek

 

Trafiłam na BOSU, czyli połowę piłki jak tu i kilka razy próbowałam na nim klękać i wstawać.

 

Chwyciłam Power Bag, czyli taki worek treningowy z uchwytami w różnym ciężarze. Zrobiłam z nim trochę przysiadów jak tu od około 0:25  i obracanie worka na około głowy w prawo a potem w lewą stronę.

 

Ostatnio zauważyłam, że sporo kobiet namiętnie skupia się na pośladkach usiłując wykorzystywać różne nieoczywiste pozycje.

Postanowiłam spróbować i zrobić np. wypychanie sztangi na maszynie Smitha leżąc tyłem na podłodze. Wygląda to mniej więcej tak  i jest…Hmm. Sztanga zahaczała mi się o zaczepy w trakcie ruchu więc musiałam mocno kontrolować stopy. Głównie z tego powodu uważam, że maszyna lepsza jest do standardowych przysiadów z ciężarem.

Poszłam po sztangę i upchnęłam się z trudem między Pana, który chyba nie rozumiał o co mi chodzi w moszczeniu pozycji, jakie odczyniałam. Zabrałam sztangę, usiadłam przy ławce, przełożyłam ją sobie przez biodra i robię, rzekomo najlepsze ćwiczenie na pośladki. Unosiłam biodra tylko bez tej czarnej podkładki, która jest na filmie. Bardziej jak tu, czyli na filmie z tej samej siłowni (właśnie znalazłam  😀 ). Kombinowałam, że może nie ta technika, nie w tym miejscu sztangę trzymam, ale wyszło, że:

a. zniosę to ćwiczenie z niewielkim obciążeniem, bo wtedy nie czuję i bioder i piekącej skóry, ale i pośladków z drugiej strony ciała

b. założę ciężar adekwatny do mięśni pośladkowych i nie zdołam unieść, bo sztanga się we mnie wbije

Trochę bez sensu, ale pewnie będę jeszcze testowała.

Na zakończenie poszłam sobie ,,powznosić” nogi  na poręczach jak tu. Oczywiście pracują głównie i mięśnie brzucha.

 

Minęło około półtorej godziny i zawinęłam się choć chwilę posiedzieć w saunie. Złapałam pismo dla trenerów i chwytając światło z malutkich lampek pomiędzy ławkami przeczytałam tekst o tym jak odnieść sukces jako trener personalny, czy coś zbliżonego.

Trochę o różnicach między trenerami w klubach i wolnymi strzelcami i o tym, że nie wystarczy wiedza, trzeba jeszcze potrafić sprzedawać. Zainspirowała mnie opisana tam historia przeprowadzki i zaczynania od zera, bo pomyślałam sobie, że może za mało wykorzystuję nowe miejsca, w których pomieszkuję. 

Kiedyś, wahając się co do branży i zawodu na jaki powinnam postawić w dalszym rozwoju, wybrałam jeden i przedstawiałam się nim osobom, z którymi rozmawiałam w trakcie podróży. Nie kłamałam a tylko wybierałam jedną z wielu rzeczy, które robiłam. Tak, żeby dowiedzieć się jak czuję się w roli zawodowej.

I na kanwie moich testów i zaczynania od zera przy zmianie miejsca opisanym w artykule, powstał w mojej głowie plan. Nie zdradzę jaki… 😉 

Jeśli ktoś tu kiedyś zajrzy, to, czy Ktoś myśli, że takie gry dla testu wzbogacają?

(Wiecie, pytanie musi być na koniec, bo tak twierdzi Mądry Marketing a nie dlatego, że się nie można do mnie odzywać niepytanym 😆 )

komentarze

Dodaj komentarz