25.02.2017 – rytmy nad Wisłokiem

Jestem bardzo zadowolona z takiej fajnej biegowej miejscówki.

Od jakiegoś czasu nie przepadam za bieganiem pomiędzy ludźmi. Wolę mieć spokój od spojrzeń. Może to starość, albo jakieś kompleksy mi się wytworzyły…

W każdym razie, miło, że mam nad rzekę bardzo blisko od miejsca noclegowego ulokowania. A nad nią nie ma tłumów. Jest święty spokój. Nawet do biegania 100 metrowych odcinków w tę i z powrotem. Nie ma nic bardziej irytującego od tego, że z 5 możliwych tras ktoś wybiera akurat tą, która przecina moją wtedy, kiedy biegam. 

Zrobiłam maksimum 2 kilometry na rozgrzewkę. Potem 20 razy bieg z nieomal maksymalną prędkością przez 100 metrów i truchtem powrót na linię startu. No i do domu przez całkiem urokliwe ulice obok jakiegoś zamku. Nie jest to zamek turystyczny. Zajęty przez urząd. O rytmach pisałam też tu i tu.

Podoba mi się tu, ale wiem, że wszystko na dłuższą metę staje się trudne do zniesienia. Myślę, że kiedyś, wobec kurczenia się ilości pracy, wielu ludzi będzie żyło tak jak ja ostatnio próbuję. To tu, to tam. Poszukując nie tyle zajęcia zarobkowego, bo to z powodu robotyzacji nie będzie dostępne dla każdego. Raczej szukając możliwości samorealizacji jako człowiek w inny sposób. Kredyty hipoteczne na stałe lokum będą się wydawały zabawne jak nam dzisiaj niektóre sprawy, o które dbali nasi przodkowie. Zawsze tak jest. Przyjdzie niepostrzeżenie a ludzie będą myśleli, że tak jest najlepiej i nie wiadomo, dlaczego wcześniej na to nie wpadli.

Mam duże zaległości w pamiętnikowaniu treningowym. Będę nadrabiała w weekend.

komentarze

Dodaj komentarz