26.12.2016 – w porannym biegu na Zdrowie

Chodzi oczywiście o Łódzki park. Wstałam o 6, popisałam i o 8 na czczo wybiegłam z domu. 

Muszę przyznać, że ta szaruga, błoto, wilgoć, chlapa, nawet mnie zniechęcają. A ja, jak chodzi o sport, gustuję raczej w zgrzebnych warunkach treningowych i żadne upalne maje mnie nie ekscytują.

Zrobiłam sobie 5 kółek wewnętrznych po parku Poniatowskiego, co dało 7,5 kilometra. Trochę poskakałam. Kilka metrów przeplatanki, kroku dostawnego i ruszyłam w stronę parku Zdrowie.

Planowałam zrobić z ojcem interwały, tempówki na 1-2 kilometry z przerwami. Gdy dobiegłam stwierdziłam, że źle się czuję. W nocy dość często się budziłam. Łącznie przespałam chyba 5 godzin. Możliwe, że z tego powodu moja forma była sporo słabsza.

Ruszyliśmy więc truchtem odzwyczajając mnie od biegania na palcach. W dużym skrócie, kazał mi biegać na zewnętrznej krawędzi stopy. Do końca nie wiem czemu. Może tak prościej przywyknąć do przenoszenia ciężaru przez większą część powierzchni a może tylko dlatego, że on jako były biegacz biegnie bliżej zewnętrznej krawędzi. 

Moją jedyna kontuzją w życiu była ukruszona kostka z powodu niekontrolowanego stanięcia na stopie zawodniczki, którą kryłam w trakcie meczu koszykówki. miałam może z 13 lat, ale pamiętam i takie ćwiczenie źle mi się kojarzy. Kamień, nierówność i znowu sobie skręcę.

W każdym razie, pogapiliśmy się na kaczki w stawie, pogadaliśmy o polityce, wróciliśmy do auta, podjechaliśmy do mnie, w 10 minut zrobiłam prysznic i przemieściłam na śniadanie do rodziców.

W święta jemy sporo mięsa. To dla mnie nietypowe i nie powiem, żebym się po tym świetnie czuła. Tłumaczę sobie, że może raz na jakiś czas to dobrze. Kreatyna dla mięśni i włosów.

komentarze

Dodaj komentarz