28.11.2016 – 10 km w łódzkim parku Poniatowskiego

Dzisiejszy trening w Łodzi taki ,,z rozpędu”.

Spałam jakieś 5 godzin z przerwami. Wstałam o 6 po to, żeby redagować tekst. Przed 8 musiałam już wyjść na busa z Nowego Sącza do Krakowa. Ledwo zdążyłam zakupić bilet do Łodzi. W Krakowie mega korki. W głowie wisiały mi zadania, ponieważ brak gwarancji miejsca siedzącego w PKP i szwankujące internetowe zasięgi.

Zawsze jak wchodzę do domu ścieram kurze i myję podłogi. Za jednym zamachem trzasnęłam jeszcze okna. Dopiero potem biegi. Tuż przed wieczornym załatwianiem spraw z rodziną.

W mieszkaniu ogrzewanie wyłączone więc nic się nie poczułam się lepiej po tym podróżnym zimnie. Omotana szalikami przylgnęłam do rozpalanego grzejnika, żeby się jakoś zdobyć, rozpocząć. Wybiegłam na Łódzki mróz a ręce kostniały. Chciałam zapomnieć w muzyce, zatopić się w planowaniu pracy. Dbając przy tym o technikę, pocierałam dłonie. Nic nie dawały rękawiczki. Zupełnie niesportowe. Zwykłe, wełniane. Ale ja znam ten stan. Szkoda tylko, że w tym roku nadszedł zbyt szybko. Nie w styczniu.

Wymachy, skipy-rozgrzewka. A nic nie chciałam więcej tylko moje 10 km po znanych kółkach na około parku Poniatowskiego. Uważać stopami na lód. Ostrożnie na zakrętach. Kiedy już było lepiej. Ból dłoni i stóp przeszedł w rozgrzanie a ja zatopiłam w muzyce, telefon napisał ,,do widzenia”. Przecież ładowałam do oporu! Może już padł totalnie i będzie trzeba nowy? Próba wskrzeszenia, bo zaraz rodzina, nic tu nie dała. Ten stan też znam.  Powiedziałam do siebie- bądź ze sobą, wytrzymaj. Olej wszystko. Biegnij. Niestety niewiele dało. Nie miałam siły się skupić. Nawet ambicjonalnie. Rywalizacja ze biegaczami nie dała oczekiwanego rezultatu. Zrobiłam 8 nie 10. Sorry.

A po wszystkim okazało się, że gorący kaloryfer, nie rozgrzał jeszcze nie tylko pomieszczeń, ale i wody w kranie. Totalnie letni i mega szybki prysznic po mrozie. Takie życie jak się nie ma ,,blokowego” centralnego ogrzewania. Nie polecam.

Odgrzałam się załatwiając sprawy, ale wcześniej ugrzałam dłonie od bułki hot doga. Jest taka paramedycyna w wykonaniu autora książki ,,ukryte terapie”. Odkąd obejrzałam to wierzę, że hot dog dobry bo kolagen i inne wartości tych ścięgien mielonych. Generalnie nie zadbałam o jedzenie. I tak jest na plus, że w Łodzi jest mniej smogu niż na południu.

komentarze

Dodaj komentarz