29.04.2017 i 01.05.2017 – bieganie po lesie koło Biłgoraju i Zwierzyniec

Miał być Zwierzyniec, ale na ostatnią chwilę nie było już wolnych miejsc noclegowych. Znalazły się we wsi pomiędzy Zwierzyńcem a Biłgorajem. Na miejscu okazało się, że szczycą się źródełkami w lesie za cegielnią

Pierwszego dnia ja truchtałam w miejscu a koleżanka szła. Zupełnie jak za pierwszych treningów biegowych kiedy skakałam z nogi na nogę przez godzinę, prawie nie posuwając do przodu. 

Zrobiłam kilka szybkich podbiegów pod stromy pagórek. Kolejnego dnia czułam trochę łydki, bo to jednak inne podłoże. Mocno piaszczyste. Właściciel mówił, że takie tam mają grunty i nie potrzebują kupować dodatkowo piachu do budowy. 

 

 

 

01.05.2017 wyszłam rano przed wyjazdem. Bałam się sama odbiec za daleko. Ponad godzinę robiłam kilka krótkich odcinków w tę i z powrotem. Przeszłam też ze skipów do swobodnego tańca, ale nie pamiętam co to był za utwór.

Wiem, że to absurdalne bać się ludzi tam gdzie najmniejsze prawdopodobieństwo spotkać kogokolwiek. Demony wyobraźni. Chociaż…Pierwszego dnia spotkałam z koleżanką sporo rowerzystów i kilku biegaczy. Las przecinają szlaki turystyczne. Być może mniej niż 10 kilometrów odległości przynosi biłgorajskich sportowców.

 

 

 

W przerwie pomiędzy treningami byłam we wspomnianym Zwierzyńcu, w Roztoczańskim Parku Narodowym. Zrobiłam około 15 kilometrów szybkiego marszu do gospodarstwa z owcami i końmi. 

Lasy są chyba najatrakcyjniejsze wiosną i jesienią. Z powodu większej kolorystyki. Poza sporą ilością drobnych cieków wodnych, charakterystyczna wydała mi się duża ilość drzew liściastych. Może buków, klombów, a może…Nie pamiętam już. 

Cały dzień padało. Początkowo na tyle mocno, że szukałyśmy lokalnej knajpy. Wszystkie były zewnętrznymi ogródkami. Trafiła się jedna ze stołami w środku, przepełniona. Próbowałam pieroga biłgorajskiego. To kasza otoczona ciastem i podawana z kefirem. Lekko słodkie, ale nie deser. Delikatne. 

Dzikie stadko koników polskich pasło się dość blisko ścieżek turystycznych. Dopiero pod wieczór wbiły się w gęstszy las. Dały die dotykać. Specjaliści twierdzą, że nie należy dokarmiać, co ludzie namiętnie robili. Te zamknięte w stajniach, z środku lasu przebywały chyba na okresowej diecie, bo biegały po błocie bez krzty siana. Nie rozumiem tych koniarzy, bo słyszałam, że one muszą jeść cały dzień. Zatem jedne muszą, a inne nie. I m.in. dlatego nie hoduję obecnie zwierząt. A raczej od kilku lat nie pobrałam żadnego w ludzką niewole i jestem temu przeciwna. 

 

 

Owce jeszcze zamknięte, a turyści dość specyficzni. Pan oddający mocz na rozdrożu nie wzbudzał zaufania i pewnie tam też bym sama nie pobiegała, choć ekshibicjonizm to zaburzenie w większości niegroźne dla otoczenia.

I ci hałasujący rowerzyści… Pewnie nie wspominałam jak ja nie lubię ,,socjalnych” rozrywek. I nie lubię kiedy ,,społeczne” rozrywki takie jak ,,harcowanie”, śpiewy, ,,rowerowanie” przecinają się z moimi szlakami, gdy analizuję swoje wnętrze lub układam jeden z planów zbawienia świata. 

 

 

komentarze

Dodaj komentarz