29.07.2017 – bieg z Rytra do Cyrli – Beskid Sądecki

Trafiłam tam po zmroku. Ponownie w Beskid Sądecki. Chciałam zapytać jak odszukać kwaterę zarezerwowaną przez internet. Weszłam do pierwszego czynnego sklepu a tam właściciel. Nie zabrałam się z nim autem po 22. Weszłam sama. Asfaltem pod górę. Za tory PKP i w lewo.

Następnego dnia obudziłam się z widokiem na góry. Pomiędzy lasami widać jedną ruinę. Zamek. Podobno z XIII wieku. Pierwsze wzmianki pochodzą z przywileju króla Władysława Łokietka. Tako rzecze Wikipedia.

Gospodyni karmiąc indory, starała się wyjaśnić jak dojść do szlaku. Nie zwierzałam się, że planuję wbiegać. W górach i tak większość w strojach sportowych. Bez różnicy. 

 

Trasa do Cyrli

Pokręciłam się po okolicy w poszukiwaniu napoju. Doszłam prawie na koniec wsi (ten bliżej Piwnicznej :-)), prawie pod most. Przeszłam na lewą stronę i przez Poprad. A potem ruszyłam znów w lewo, wzdłuż rzeki, w stronę góry. Maksymalnie 10 minut podbiegania i zahaczyłam o ruiny. Popatrzyłam na miasto, zrobiłam kilka zdjęć. Intuicyjnie nie zbiegłam z powrotem do samego dołu. Odrobinę niżej niż Zamek znajduje się mała zatoczka. W zasadzie parking. Z niej dopiero w lewo, pod górę, w stronę schroniska.

Jeśli ktoś chce biegać płynnie, bez tracenia czasu na rozpoznawanie terenu, grzebanie w telefonie lub szukanie tabliczek, powinien zapamiętać, że wybiegając (wbiegając 🙂 ) z lasu na polanę zamek znajduje się za krzakami po lewej, a parking i szlak na schronisko po prawej stronie. 

Po około 30 minutach truchtu przed sobą miałam polany. Wydawało mi się, że to może koniec drogi. Zaproszona przez miłych ludzi do śniadaniowo -alkoholowej biesiady, dowiedziałam się, że muszę dalej w lewo. Uzbroiłam cierpliwość na co najmniej 20 dodatkowych minut i kilka mylących skupisk ludzkich osiadłych w wyższych partiach tego terenu. To widać na zdjęciu.

Tam gdzie hale i zabudowy, tam nie ma jeszcze Cyrli. Skręca do niej niewielka dróżka. W prawo. Przy niej napis o prozdrowotnych korzyściach odstawienia pojazdów mechanicznych na rzecz spokoju bawiących się dzieci. Ja żadnych pojazdów nie widziałam. Za to sam szlak wiedzie dalej w górę, więc trzeba się rozglądać, żeby tego skrętu nie przeoczyć.

 

 

Poprad kolor 2
średniowieczny zamek w Rytrze kolor 2
schronisko Cyrla kolor 2

 

Podsumowując:

Początkujący biegacz porządnie się zmęczy, średniozaawansowany poczuje przyjemne zmęczenie (tym bardziej jeśli codziennie biega na płaskim terenie), zaawansowany dołoży szybkie tempo i też będzie fajnie

W jedną stronę około 45-70 minut truchtem. W obie 1:30-1:50, ale zakładałabym przerwę w ukwieconej chacie.

Dla chętnych można jeszcze około 15 minut dłużej pod górę, na Makowicę. 

 

Jedzenie

Wracając do samej Cyrli – znana jest z pierogów. Nie jest to wtórna i nijaka egzystencja. Aczkolwiek, nazwa identyczna jak nazwa niewielkiej górki koło Zakopanego.

Dla zainteresowanych – cudne swojskie menu jest na zdjęciu. Ja wypiłam colę, zabrałam wodę mineralną i ruszyłam do dołu. Rzadko miewam ochotę na cokolwiek mącznego, ale pobiesiadowałabym. Gdybym przybyła z imprezowym nastawieniem. Inni biesiadowali bardzo, bo była długa kolejka  🙂 

 

karta cyrla kolor 2
menu cyrla kolor 2

 

Rytro

Wieś w Polsce położona jest zwykle wzdłuż drogi. ,,Na długo”.  Przykładowo Murzasichle w Tatrach, czy taki Hedwiżyn koło Biłgoraju, który odwiedziłam wiosną. Rytro jest trochę większe. Drogi są dwie. Pierwsza przelotowa, blisko średniowiecznego Zamku oraz schroniska ,,Cyrli” pod Makowicą. Druga, prostopadła, kilka kilometrów w stronę wyciągów narciarskich i Rogasiowego Szlaku, z którego można się dostać na Przehybę. Rytro położone jest kilka kilkanaście kilometrów za Nowym Sączem, kilka za Starym Sączem, przed Piwniczną i nie tak daleko od Krynicy Górskiej oraz Muszyny. W zasadzie leży to na tej samej trasie. Przynajmniej autobusowej. 

 

 

 

Prożak

Górskich serów mam od roku dostatek. Jakiś czas temu, gdy mijałam targowisko w Nowym Sączu, upatrzyłam placek. Z wyglądu jak pizza.  W Rytrze spotkałam go ponownie. Nie w Cyrli, a w restauracji przy głównej drodze. Różne opcje placka nazwali Prożakiem (Praziakiem?) Lachowskim. Suszone śliwki, bryndza, kiszona kapusta i inne regionalne dodatki, wymieszane z włoskimi pomidorkami koktajlowymi i innymi ,,rukolami”.

Weszłam do altany nad Popradem. To było jedyne przystępne wejście w wielkiej knajpie przy drodze. Przystępne oznacza otwarte, z widocznym menu. W inne drzwi jakoś głupio było zaglądać.

Zasiadłam przekonana, że skromna karta z samoobsługą wyczerpuje miejscowe możliwości gastronomiczne. Po fakcie kątem oka mignął mi jednak jakiś rodzinny barszcz. Wcale, ale to wcale nie żałowałam, bo i zupa grzybowa i prożak i osa…No właśnie…

Zdjęcie ilustruje moje trzy oddane kawałki. Bo było tak, że jedna z nich usiadła, oderwała szynkę i poleciała. Wróciła z koleżankami. Myślałam, że jeszcze je przestraszę, gdy wejdę do pomieszczenia, ale zagościły na dobre. Poddałam się i wyszłam. Ludzie zbierali się już do wesela zajmując leżaki nad rzeką. 

 

 

Refleksje przed Rogasiowym szlakiem 

Kolejnego dnia szukając śniadania, wybrałam więc drugą ulicę – tą prostopadłą. Po śniadaniu ruszyłam wzdłuż drogi. Były i dzieci z kolonii i upał był straszny. Ale ja nie za bardzo jestem od prozy, a raczej od spostrzeżeń społeczno-politycznych. Nie omieszkałam złożyczyć mijając  lokalny kościół. Ale to naprawdę nie chodzi o krytykę duchowości. Raczej o bunt wobec przymusu i tradycji, która tak łatwo staje się nasza. Choćby mieczem krzewiona.

Dlaczego jestem zła i chciałabym, zakazu prowadzenia mszy z głośnikami ustawionymi na ulicę oraz zmniejszenia ostentacji religijnej symboliki w przestrzeni publicznej?

Bo dostrzegam niesprawiedliwość. Czego uczą historie instytucji religijnych? Że za najgorsze świństwa tego świata takie jak pazerność, żądza władzy, łaknienie splendoru, osiągane wojnami, olbrzymią ilością morderstw, niewyobrażalnych tortur, terrorem, manipulacjami i sojuszami z byle kim, można dostać nie tylko tą upragnioną władzę, szacunek i pieniądze, ale jeszcze przekonanie mas ludzkich, że jest się niezbędną częścią społeczeństwa i autorytetem moralnym. Czyli jeśli się bardzo chce, można przemocą wyrwać ludziom jedną kulturę, tradycje i zwyczaje i ustanowić jakieś inne np. katolickie lub muzułmańskie. Po kilkuset latach i tak już nikt nie będzie pamiętał, a krytykujący będą uznawani za fanatyków lub traktowani z pobłażaniem.

Dlaczego to sobie robicie? Wiedza jest przecież dostępna, powszechna, a człowiek nie musi być zły (grzeszny) i kupować sobie wybaczenia w rytuałach. Może być dobry.

Stale chodzi ze mną i biega to pytanie. To, że w jakiś sposób odpowiada na nie i socjologia i psychologia, nie zmniejsza mojej frustracji. Jest tyle wzorów piękna i dobra, a ludzie idą po nie w miejsce, które jest dokładnym zaprzeczeniem.

Wiem, że zawsze pozostaje pytanie – co w zamian, ale na to też mamy odpowiedź. Dylematy codziennego życia oraz problemy etyczne dobrze rozświetla filozofia i pozwala zrozumieć psychologia oraz socjologia. Korzystanie z takich nauk nie musi się wiązać ani z pozbawieniem życia pierwiastka metafizycznego, odrobiny wiary, ani tym bardziej z relatywizmem moralnym rozumianym jako odejście od moralności. Tym bardziej, że dalej niż instytucje religijne odejść się chyba nie da.

Dobrze mieć świadomość swoich prawdziwych cech, złożonych motywów działania, różnorakich możliwych podejść do tematów, które niedostatecznie wyjaśniły np. eksperymenty naukowe i które póki nie zostaną wyjaśnione, nie dają możliwości rezygnowania z duchowości. Na koniec tej szerokiej dygresji taka oto inspiracja jak – terapia filozoficzna i filozoficzny coaching oraz poradnictwo światopoglądowe. Bezpłatnie w każdej wiosce. Takie to powinno być!

 

Koniec dygresji

Szłam około 20 minut. W pewnym momencie droga ma rozwidlenie. Trzeba iść tą gałęzią, która jest bardziej w prawo. Ja byłam niepewna, ale za długimi ciągami infrastruktury mieszkalnej, wyłoniła się turystyczna.

Przy hotelach i parku linowym piłam kawę czekając na osobę, która to jak wieść niesie, opisywała tablice informacyjne na tym szlaku co go nazwali Rogasiowym. Od bajki. Ale jeszcze nim na niego weszłyśmy to usiłowałam dostrzec przy rowie różne gady, płazy  i inne wymienione na tablicy informacyjnej cuda przyrody. Myślę, że traszki i inne żaby protestują wobec tej propagandy ich życia i wcale nie przebywają w pobliskiej okolicy. 

I szłyśmy potem jakąś godzinę, a może trzy. Mam z tego kilka zdjęć. Trudno było dostrzec oznaczenia, żeby nie zbłądzić. Jest nie tylko dość dziko, ale i kawałek ostro pod górę. 

Pętla od tego szlaku nadawałaby się na trening po wstępnym zapoznaniu. Przy przystanku nr. 5 trzeba tylko zbiegać schodzi z powrotem kierując się na dolinę potoku Baniska.

 

źródełko kolor 2
widok kolor 2
polana kolor 2

 

Tak turystycznie i biegowo – Rytro to lepsze miejsce na spokojny wypad od okolicznej Piwnicznej, czy Muszyny. Mniej zatłoczone. W zasadzie wszystko tam jest – szybki dostęp do kilku szlaków, komunikacja autobusowa, lepsze hotele i restauracje oraz kilka prawie na każdą kieszeń. Wyciąg na zimę i kryty basen. A nawet mała siłownia, której niestety nie udało mi się testować (patrz zdjęcia). Niby dużo, a jednak mała miejscowość, spokój, cisza, optymalna liczba turystów. 5 urozmaiconych treningów dałoby radę zaplanować, żeby się nie nudziło. 

komentarze

Dodaj komentarz