31.12.2016 – ostatni bieg w 2016 roku

Na ostatni trening pojechałam do Starego Sącza. Ostatnio lubię to miejsce a prawdopodobnie w nowym roku nie będę miała zbyt wielu okazji, żeby w nim bywać. Ostro pod górę tak jak pisałam tu. Dalej lasem. Pokręciłam się trochę w tę i z powrotem.

Spotkałam Starszą Panią. Zagadała, że sympatyczny spacer. Wyobraziłam sobie scenę rodem z horrorów. Pani tak naprawdę jest wiedźmą, która przybrała postać ciała, żeby wystawić mnie na próbę bo wszystkie drzewa, zwierzęta, rośliny to świadome byty, które toczą intrygi przeciw ludziom, którzy naruszają ich teren. Tak, mama mi mówiła, że mogłabym pisać bajki. Póki co jednak, większość życia prozaicznie sobie biegam. Aczkolwiek, czasem dla zabawy ulegam wyobraźni i ruszam przez chaszcze sprintem.

Ostatnie truchtające kroki stawiałam więc w górę i w dół a potem wróciłam po…Gałęzie sosny i jodły, które leżały na drodze. Byłam zmuszona rozebrać świąteczną choinkę w Łodzi i było mi jej szkoda, bo nie dawała oznak usychania i pięknie pachniała. Postanowiłam zatem zabrać ze sobą kilka ozdób i dalej cieszyć klimatem. Z nowymi gałęziami pocieszę się pewnie do 10 a potem sprzątanie i oczekiwanie na wiosnę.

Biegałam już z reklamówkami, to mogę pobiec trochę z iglakami. 10 minut czekania na autobus. Przez 40 minut trasy ostygłam i prawie zesztywniałam. Siłą psychiczną przebiegłam jeszcze te 15 minut do mieszkania.

Chyba się przeziębiłam. Nie planowałam hucznego Sylwestra, ale gorączka nigdy nie jest fajna. Mam nadzieję, że jeszcze się jakoś postawię. Poczytam, popiszę, wypiję trochę dżinu z tonikiem i mi przejdzie.

komentarze

Dodaj komentarz