4.02.2017 – 7 km do morza i siłownia w Jelitkowie

W Gdańsku umawiam się na treningi i basen z koleżanką. Oddaję jej torbę z rzeczami, po czym ruszam biegiem przez miasto w stronę morza. Spotykamy się w klubie lub zgarnia mnie po drodze.

Tym razem była ta druga, krótsza opcja. Umówiłyśmy się przy moim ulubionym pomniku ze zdjęcia. Uważam, że jest symbolem wolności. 

Nie miałam ochoty na więcej, ponieważ ostatnio strasznie marznę. Ostatecznie biegło mi się dobrze, ale jeszcze będąc w domu, czyli w trakcie dogadywania godziny, miałam serdeczną niechęć do wysiłku na powietrzu.

 

W siłowni postanowiła, że dla urozmaicenia zrobię poćwiczę inną część ciała. A raczej – inną stronę. 

Zabrałam się za przypominanie sobie wszystkich ćwiczeń na klatkę i testowanie sprzętu. Maksymalnie po 3 serie.

Przykładowo:

  1. wyciskanie sztangi na ławce skośnej w dół.
  2. wyciskanie hantli na ławce skośnej w górę
  3. wyciskanie sztangi na ławce prostej
  4. wyciskanie hantli po skosie na ławce (przypomniało mi się stare ćwiczenie z jakiegoś szkolenia)
  5. butterfly (jak tu od 0:44)

 

Dalej trochę naramiennych:

  1. wyciskanie w górę na maszynie
  2. unoszenie ramion bokiem na maszynie
  3. unoszenie hantli na zmianę w przód i do boku w staniu
  4. unoszenie ramion przodem stojąc tyłem do wyciągu
  5. i odwrotna pozycja do tej wyżej, czyli ściąganie uchwytu górnego stojąc przodem

 

Zajęło mi to chyba około godziny. Potem poszłam do sauny i przepłynęłam kilka basenów.

 

To  nie jest tak, że zaleciłabym takie treningi komuś poza sobą. Tak nie wygląda raczej podstawowy trening siłowy. Ten zaawansowany też nie pasuje, bo nie dokładam sobie za wiele ciężarów. Tak na pograniczu luzu.

To dla mnie dodatkowa, odmienna stymulacja a przede wszystkim, poza siłownią nie mam możliwości takiego dokładnego robienia grzbietu, klatki, ramion. Z ciężarem ciała nie ma aż tylu ćwiczeń. Za to na mięśnie kończyn dolnych jest ich bez liku. Z tego powodu, będąc w klubie maks raz w tygodniu, skupiam się na nich.

komentarze

Dodaj komentarz