Kilka słów o branży fitness w pandemii

Pod wpływem pandemii koronawirusa zamknięto wszystkie kluby fitness, sale treningów personalnych, szkoły jogi, tańca, sztuk walki, baseny i inne centra SPA. Właściciele i pracownicy są zrozpaczeni. Okazuje się bowiem, że Polski rząd nie traktuje tej części życia poważnie. W kolejce do wznowienia działalności kluby fitness znalazły się nawet za fryzjerami i na ostatnim, czwartym etapie.

Większość pracownic i pracowników sportu i rekreacji jest zatrudniona na czarno lub na zleceniach. Żadna pomoc państwa ich nie obejmie, więc swoje usługi usiłują sprzedawać w internecie, ale wiele trenerek i instruktorek rozważa już pogodzenie się z tym, że praca ta stanie się tylko ich pasją, a nie głównym źródłem utrzymania.

W trakcie szczytu pandemii zdenerwowana Justyna Kowalczyk napisała, że władza traktuje aktywność fizyczną jak fanaberię i że wiele lat pracy trenerskiej zostało zmarnowane. Gdy zakłady pracy były czynne, a pod sklepami ustawiały się kolejki, ludzie byli karani mandatami za samotne bieganie i jazdę rowerem.

Mnie też martwi podejście władz państwowych do aktywności fizycznej, ale prawdę mówiąc, nie byłam nim zaskoczona. Przewidywałam nawet, że może być gorzej, tymczasem nieomal do końca w trakcie wprowadzania rygorów, ministrowie stali na stanowisku, że wysiłek fizyczny stanowi jedną z niezbędnych potrzeb życiowych. Owszem, była to ich interpretacja zamieszczona na stronie www, a nie oficjalne przepisy. W rozporządzeniach aktywność nie została wymieniona jako przykładowa niezbędna potrzeba, choć poza wizytą w sklepie i u lekarza, podkreślono np. kult religijny. Biegania i spacerów nie wpisano na listę zaspokajania potrzeb, ale też ich nie zakazano. W ostatnim etapie zaostrzono tylko zalecenia, sugerując, że trening powinien być uprawiany w domu. 

Lista tego co jest niezbędną potrzebą stanowi jednak mocny sygnał, dla ludzi, bo określa co jest normą i co się w naszej kulturze ceni, a czego nie.  Wyszło zatem na to, że wzorcowa Polka i Polak pracują, kupują, leczą się i modlą, ale już niekoniecznie uczą no i nie dbają o formę fizyczną.

Decyzje rządu odzwierciedlają jednak tylko, to jak rozumuje przeciętny obywatel i obywatelka. Władze raczej dopasowują się niż kreują. Dlatego sądzę, że branża sportu i rekreacji zbiera to co posiała. Szczególnie dla sektora fitness COVID-19 to takie „sprawdzam”, tego jaki wizerunek oraz jaką świadomość kreował przez ostatnie kilkadziesiąt lat w umysłach Polek i Polaków, a zatem i aktualnej administracji państwowej.

Komercyjny, czyli dodający prestiżu, ale nieprawdziwy, sztuczny, zafałszowany, podstępny

Dlaczego ludzie nisko cenią sport i rekreacyjny trening fizyczny w fitness klubach? Tłumaczyłam to kiedyś od strony bardziej filozoficznej, ale dziś inny aspekt. Fitness kojarzy się słusznie z komercją. A jakoś tak jest, że coś co można kupić to jest może i fajne, ale jednak nie niezbędne i niewysoko cenione. Styl życia to jest i fitness i Netflix i kawa w modnej knajpie i sukienka z HM-u, ale bez stylu życia można się obejść lub go zmienić, dopasowując do możliwości. Aktywność fizyczna ma tu dla ludzi związek ze zdrowiem taki jak randkowanie z miłością. Stanowi urozmaicenie, ale nie będą za to ginąć.

Czy słusznie? Moim zdaniem tak. Jakkolwiek bardzo lubię przestrzenie tworzone przez branżę fitness, komercjalizacja sprawia, że utraciły one swoją misyjność. A w dużo większym stopniu niż biznesem powinny być one właśnie misją. Misją nadrabiania tego czego nie realizuje państwo w trakcie tzw. wychowania fizycznego w szkole. Misją wspierania trudnych przypadków, czyli osób, które z przyczyn fizycznych lub psychicznych nie są w stanie samodzielnie zadbać o zdrowie w tym zakresie. Misją kontynuowania rehabilitacji i przeciwdziałania konieczności korzystania z usług fizjoterapeutów. Misją upowszechniania prawdziwych wartości, a nie ich kreowania. Mądrość ludowa głosi, że prawdziwych wartości kupić nie można.

Z powodu braku aktywności fizycznej Polska rocznie traci ok. 8 miliardów (dla chętnych tu jest ciekawy raport na temat kosztów w poróanwniu z innymi panstwami europejskimi, ale z 2012). To oczywiście na ochronę zdrowia.  Epidemiolodzy mierzą nie tylko dane na temat koronawirusa, ale i wpływ poszczególnych czynników stylu życia na zachorowalność, jak i na ogólną śmiertelność. Z obliczeń mniej więcej tyle im wychodzi. Aktywność jest zatem poważną sprawą społeczną i nie może być podporządkowana indywidualnemu bogactwu. Tymczasem np. fitness stał się interesem korporacyjnym, goniącym za wzrostem przychodów i większą „penetracją” rynku. A przeciętni ludzie w pandemii z ulgą zrzucili z siebie pogoń za dobrami. Przy okazji mogą zrzucić też utożsamiane się ze szkołą tańca albo siłownię.

Zaczęłam temat o kryzysie w klubach fitness z koleżanką, która ceni sobie ruch. Odpowiedziała – kreowali sztuczne potrzeby i sami są sobie winni. Tak! W społeczeństwach zawsze jest procent, który ceni sobie mody.  Z piramidy potrzeb wynikałoby, że tym większy, im ludziom lepiej się wiedzie materialnie. A tym mniejszy, im jest im gorzej, co zapowiada fala bankructw i cięć wywołanych pandemią.

Czym innym niż sztucznymi potrzebami można nazwać całą otoczkę fitnesową, zaczynając od trenerskich celebrytek i celebrytów w super ciuchach, a kończąc na ekstra sprzętach, czy cyklicznie pojawiających się pseudonowatorskich zajęciach grupowych.

Z założenia w takiej rekreacji nie ma też egalitaryzmu. Przykładowo w ekskluzywnym sporcie, jakim jest jeździectwo osoby niezamożne mogą korzystać z jazd w zamian za pracę. W klubach w życiu o czymś takim nie słyszałam.

Nie ma tam specjalizacji. Oferują one wszystko i nic. Kluby fitness spowodowały, że wielu ludzi ćwiczy, ale nie wie po co. W tym kontekście bardziej wiarygodne stają się szkoły poświęcone konkretnym sportom walki czy tańcowi, ale to też zależy od tego na ile są w stanie zagwarantować indywidualne podejście.

Zawód trenera i instruktora został zderegulowany i teoretycznie może go uprawiać każda osoba. I tu znaleziono jednak patent na sprzedaż, który w sumie pogarsza sprawę w oczach opinii publicznej. Komercyjne szkoły, które kształcą w kilka dni zdyskwalifikowały na rynku papiery AWF-ów, pracujących nad absolwentami kilka lat. Ludzie z zewnątrz nie znają się jednak na prywatnych szkołach i ogólne wrażenie może być takie, że kadra trenująca nie spełnia warunków cieszenia się autorytetem. Szczególnie wśród osób z tzw. klasy średniej, czyli głównej klienteli klubów, bo ta ceni atrybuty prestiżu takie jak dyplomy wyższych uczelni. Jeśli ktoś ma sprzedawać nie styl życia i fajny wygląd, a zdrowie, to powinien mieć sporą wiedzę na temat biologicznych aspektów funkcjonowania człowieka. Większość kadry instruktorskiej i trenerskiej jest pasjonatkami i pasjonatami, więc ją zdobywa. Wchodzą szkoleniami w rejony niegdyś zarezerwowane dla kierunków medycznych. Rynek odsiewa mniej profesjonalne jednostki, ale jak wspomniałam ludzie z jednej strony rynek kochają, z drugiej mu nie ufają. Choćby dlatego, że każdy ma babcię, której pracownik infolinii wcisnął kiedyś niepotrzebny abonament. Za to tradycyjne klasowe etosy mają się świetnie.

Aktywność fizyczna jest prosta. Dostęp do niego także powinien taki być. Wystarczy znać tylko główne mięśnie i zakres ich ruchu. Można ćwiczyć te mięśnie ze sprzętem i bez, na kilka sposóbów, stojąc lub wisząc głową w dół, ale ruch pozostaje ten sam. Trzeba znać także zaledwie kilka sprawności motorycznych takich jak wytrzymałość, szybkość, siła, równowaga. Cała reszta stanowi tylko urozmaicenie. Ruch jest powszechny ze swojej natury. Po prostu. Komercyjna rekreacja niby ten ruch upowszechnia, karnety nie są wyjątkowo drogie. Z drugiej strony gdzie tylko może usiłuje udawać, że daje możliwość uczestniczenia w czymś wyjątkowym, po to tylko, by stać się dla ludzi niezbędną. 

Relacje rywalizacji i wyzysku

Szczytem ukierunkowania na zysk w branży fitness są panujące w niej stosunki pomiędzy pracownikami i pracownicami a właścicielami oraz pomiędzy konkurencją. Na początek krótki obraz tego z jakim sektorem mamy do czynienia w ilości podmiotów, pracowników i przepływów finansowych.

Sam sektor fitness (obiekty, które prócz innych usług posiadają też sprzęt do ćwiczeń siłowych) liczy ok. 3 000 obiektów. Obsługuje średnio 1 100 klientów na jeden z nich. Razem ćwiczy 8% ludzi w Polsce (ok. 3 miliony i ok. ¼ wszystkich, choćby okazjonalnie ćwiczących Polek i Polaków). Przychody klubu to ok. 110 złotych od osoby (koszt karnetu bez usług dodatkowych). Dane pochodzą z raportów Deloitte.

Cała branża sportowo rekreacyjna, czyli także wszelkie kluby sortowe, specjalistyczne oraz produkcja i usługi, które towarzyszą np. ich wyposażeniu generowała ok. 9,63 miliardy złotych w roku 2018. To tzw. wartość dodana, która najsilniej wpływała na branżę nieruchomości i ochrony.

Na podstawie raportu Polski rynek sportu 2019 Polskiego Instytut Ekonomicznego w roku 2018 w całej branży sportowo rekreacyjnej zatrudniano ok. 109 tysięcy osób i wypłacono im 3 miliardy złotych.

Z moich szybkich wyliczeń dotyczących tylko klubów fitness wynika, że średnio mogą dawać zatrudnienie ok. 55 000 ludzi. Dopasowałam standard do sieciówek z ok. 16 godzinami otwarcia dziennie (czyli np. godzinami pracy recepcji) i 12 godzinami zajęć grupowych plus kadrą treningów indywidualnych, sprzątającą oraz zarządzającą. Należy też uwzględnić godzinową specyfikę prowadzenia zajęć (np. jedna osoba nie powinna modelowo prowadzić więcej niż 2-3 godziny zajęć grupowych dziennie) i fakt, że dla części osób praca w klubach jest dzielona np. z pracą w dietetyce, albo fizjoterapii w NFZ, albo i w oświacie (nauczycielki i nauczyciele WF). Zdecydowana większość tych ludzi jest zatrudniona na czarno, na własnej działalności, ewentualnie sezonowo lub na zleceniach.

Nie wiem czy to jest bardzo dużo na tle innych branż. W górnictwie w 2018 roku zatrudniano ok. 180 tysięcy osób. Z czego słyną górnicy? Z tego, że są dobrze zorganizowani i posiadają liczne związki zawodowe. W fitnessie, ale i większości branży sektora sportu i rekreacji ich nie ma. Nie ma zatem kto lobbować za tym, by byli uczciwie traktowani.

Wobec tego po wybuchu epidemii pojawiły się branżowe stowarzyszenia. Co usiłowały robić w pierwszej kolejności? Zarobić na członkach. Sprzedać im swoje super innowacyjne modele wyjścia z kryzysu. Tak proszę państwa, tak działa dziki kapitalizm i januszobiznesizm. Tak działa, bo do takiego schematu przywykł i zawsze dało się zarobić na kreacji potrzeb oraz ich wykorzystaniu, więc i dziś się uda. No chyba, że nie. Czasami w życiu każdego człowieka, ale jak widać i w życiu społeczeństw przychodzą sytuacje losowe, na które pewność siebie i przebojowa cwaniakowatość zwyczajnie nie mają patentu.

Ostatecznie w branży dochodzi do współpracy. Stowarzyszenie mediuje z Ministerstwem. Ale byłabym daleka od zaufania tam, gdzie na pierwszym miejscu stoi rywalizacja. 

Co zrobili natomiast pracownicy? Olali interes przedsiębiorców całymi latami zatrudniających ich bez dodatkowych kosztów i ruszyli do sieci oferując swoje usługi online, czyli skrupułów tworząc konkurencję klubom, które w taki sposób chciały ratować się przed upadkiem. Wiele zacietrzewionych biznesmenek i biznesmenów fitnessu odgraża im się jednak, że wrócą na kolanach. Właściciele doskonale wiedzą, że kluby istnieją charyzmą instruktorską i trenerską, ale z drugiej strony sprzęt jest bardzo drogi, co stawia barierę wejścia do biznesu. Nie muszą podlegać zatem ani zdrowemu rozsądkowi, ani stosunkom rynku pracy, bo wystarczy im ich dotychczasowa przewaga.

Ale trenerki i instruktorzy nie są też szczególnie solidarni wobec siebie, ponieważ również ze sobą konkurują. Otwieram internet a tam jakiś gość chwali się, że kiedy inni leżeli na kanapie on już…Owszem, zaczął też prowadzić zajęcia online, ale przede wszystkim dawać wykłady i szkolić innych jak wyjść z kryzysu w branży. Patentem na wyjście z kryzysu jest zatem zarobienie na kolegach i koleżankach, którzy nie wpadli jeszcze na to, że można na nich zarobić. Kocham w ludziach sportu prostotę zmierzania do celu, ale prostotę dzieli cienka linia od prostactwa.

Dygresja. W ogóle dziwię się temu, dlaczego idiotyzmy coachingowe w stylu „możesz wszystko jak ruszysz dupę” nieźle zakorzeniły się w rekreacji, bo większość ludzi ma tam za sobą lata treningów w przygotowaniu do sportu zawodowego lub nawet sukcesy w takim. A takie osoby powinny mieć świadomość jak bardzo wielowymiarowy i niejednoznaczny jest proces motywacji.

Czy istnieje dla fitnessu dobre wyjście, które będzie przeciwdziałało upadkiem branży, przyczyniając się pośrednio do osłabienia aktywności fizycznej wśród ludzi?

Prawdopodobnie większe zaufanie wzbudzają mniejsze, rodzinne, osiedlowe kluby, zamiast maszynek do mielenia karnetów.

Na miejscu właścicieli postawiłabym na szersze partnerstwo publiczno-prywatne, w miejscach, w których nie działają dobrze zorganizowane publiczne usługi z zakresu aktywności fizycznej. Ale nie w taki sposób, żeby państwo wydoić z środków, na co ono nie powinno z resztą pozwolić. Myślę, że prowadzenie na terenie infrastruktury klubowej lekcji w-f i rehabilitacji na uczciowych zasadach pokazuje ludziom, że te fitnessy to nie tylko fanaberia, ale i istotne miejsce dla lokalnej społeczności.

Wzrost wynagrodzeń trenerek, instruktorów, kadry nauczycielskiej w publicznych instytucjach związanych z kulturą fizyczną może przyczynić się do tego, że niektóre usługi komercyjne takie jak trening personalny staną się faktycznie ekskluzywną formą spędzania czasu dla nielicznych. Po prostu nie wszyscy specjaliści będą chcieli wchodzić wówczas w morderczą rywalizację trenerską na najniższe ceny i najszersze godziny pracy. Będą dzielić się wiedzą w podstawowej foirmie, która większości ludzi powinna wyatrczać. W obecnej sytuacji to jest udawanie, że sprzedaje się coś wyjątkowego za kwoty dostępne przeciętnej klientce, co z automatu musi wzbudzać słuszne podejrzenia. Większość ludzi może zaspokoić potrzeby zdrowej aktywności korzystając z wiedzy specjalistycznej pozbawionej tej całej nadbudowy.

Wypracowanie i upowszechnienie modelu zatrudnienia, który jest uczciwy, a uwzględnia specyfikę pracy na godziny i w niestandardowych porach. Być może kadra powinna obowiązkowo korzystać z ubezpieczeń lub jakiejś formy gwarantowanych przez pracodawców funduszy w okresach w których jest pozbawiona dochodów. 

No i misyjne podejście. Jak do zawodu zaufania publicznego, bo skoro jest nim np. psycholog, to nie ma powodu, dla którego przy współczesnym stanie wiedzy nie miałby być to trenerka i instruktor. To powinno być jasno artykułowane – w sporcie pracuje się ze zdrowiem. Nie tylko fizycznym, ale i psychicznym. 

komentarze

Dodaj komentarz