Jak minimalizować działanie reguły autorytetu i nie dać się omamić fałszywym ekspertom

Wśród poważnych konsekwencji podążania za autorytetami, psychologia znalazła przede wszystkim zjawisko kapitanozy oraz regułę autorytetu, która działa do tego stopnia, że osoby obdarzone empatią są w stanie zadawać fizyczny ból ludziom, którzy niczym im nie zawinili.

  • Zjawisko kapitanozy – ludzie nie korygują błędów przełożonego nawet wtedy, gdy zdają sobie z nich sprawę. Jest to przyczyną znacznej liczny wypadków i katastrof (np. lotniczych).  
  • Eksperyment Milgrama  – Badacz chciał wyjaśnić niemieckie zbrodnie nazistowskie. Znalazł uniwersalny mechanizm, który pokazał jak niewiele trzeba by godzić się na krzywdzenie innych. Ludzie ulegają temu nawet wtedy, gdy patrzenie na cierpienie, jest nie do zniesienia dla samego zadającego. Wyniki eksperymentu polegającego na rażeniu ludzi coraz wyższymi dawkami prądu, nie zależały ani od płci, ani od rysu osobowości (np. sadystycznego). Mechanizm wyjaśniono wpływem autorytetu. Badanie z lat 70-tych powtórzono niedawno w Polsce , a wyniki okazały się jeszcze gorsze od amerykańskich.

Ale to nie wszystko. Codziennie wiele osób traci mnóstwo czasu, energii i pieniędzy na poszukiwanie ekspertów, konsultowanie i wdrażanie w życie ich rad. W wielu przypadkach eksperci nie tylko nie pomagają, ale szkodzą. 

Zaufanie do znachora z Nowego Sącza zakończyło się zagłodzeniem półrocznej dziewczynki. Jakiś czas później, nieopodal, inny ,,fachowiec” przyczynił się do śmierci 12-stolatka chorego na raka.

Siostra zakonna – Bernadetta, która prowadziła sierociniec w Zabrzu, co prawda została skazana za brutalne torturowanie podopiecznych, ale  pomimo kary więzienia, bardzo długo nikt nie zdobył się na doprowadzenie do zrealizowania wyroku.

Kilka lat wcześniej znany seksuolog i psycholog został skazany na karę pozbawienia wolności za molestowanie sześciu pacjentek.

W Słupsku nauczycielka skazana za pedofilię, mimo zakazu uczyła dzieci baletu .

Lekarka Lidia H. wielokrotnie i w różnych miejscach kraju świadczyła usługi w ramach specjalizacji o których nie miała pojęcia.

Oczywiste, że czarne owce zdążają się w każdym zawodzie, ale właśnie dlatego zaufanie pozbawione sceptycyzmu, nie sprawdza się ani w odniesieniu do księdza, ani sędziego, nauczyciela, psycholożki, lekarki, czy polityczki.

Kim jest autorytet?

Definicja słownikowa dostarcza odpowiedzi, że jest to osoba, obdarzona społecznym uznaniem. Czy w epoce wszechobecnego marketingu i mediów masowych wszystkie osoby cieszące się uznaniem na nie zasługują? Zapewne nie. Do tego bardzo trudno oddzielić przysłowiowe ziarno od plew.

Encyklopedia PWN wskazuje jednak na to, że pomimo trudności w rozpoznaniu osób, które zasługują na  uznanie, sama idea autorytetu wywiera na ludzi przemożny wpływ. Encyklopedia stwierdza bowiem, że autorytet to:

,,kategoria lub zjawisko psychospołeczne opisywane w naukach o człowieku w celu oznaczenia doniosłego wpływu wywieranego przez osobę lub instytucję na rozwój umysłowości lub stosunki między ludźmi przyjmującymi ulegle jej twierdzenia lub normy, odczuwając przy tym respekt i uznając jej powagę, zwierzchność lub kompetencję; zwykle wyróżnia się autorytet prawa, kompetencji, osobowy, sumienia i religijny.”

Można przyjąć, że za autorytety w naszej kulturze uchodzą osoby będące dyrektorami, doktorami, profesorami, sędziami, dla niektórych jeszcze księża. W pewnym stopniu wszystkie osoby, które osiągnęły wysoką pozycję w hierarchii społecznej np. dzięki sławie (ludzie kultury, mediów, celebryci), władzy (politycy, menadżerki, prezesi, właścicielki).

Autorytet – szkoda czy pożytek?

Psychologiczną regułę autorytetu opisał Robert Cialdini, który zauważył, że tendencja do ulegania opinii osoby uznawanej za eksperta, jest na tyle silna, że wielu ludzi nie zważa na merytoryczną stronę argumentów, a za dobrą monetę bierze tak błahe atrybuty posiadania wiedzy i uznania jak odpowiedni wygląd, czy tembr głosu.

Przyjmowanie cudzych wypowiedzi, jako dobrych i prawdziwych, stosowanie się do zaleceń oraz porad, ma przede wszystkim trzy podstawowe korzyści:

  • zwalnia z konieczności myślenie, czyli analizowania wszelkich za i przeciw
  • ogranicza emocjonalny dyskomfort podejmowania decyzji
  • zwalnia z odpowiedzialności, bo w końcu nawet jeśli działanie okaże się błędne, to nie był do końca nasz wybór

Ok. Teoretycznie wielu ludzi zna się na czymś na czym się nie znamy. W jednej tylko branży możliwe jest wiele wąskich specjalizacji itd. itp. Problem w tym, że wiedza nie jest równoznaczna ze szlachetną osobowością, ani też z należytą starannością w danym momencie. Nie musi mieć przełożenia np. na cierpliwość, sumienność, dokładność.

Z tą osobowością jest nawet gorzej. Niektórzy celowo wprowadzają innych w błąd, bo mają zerową wrażliwość, są narcystyczni, zachłanni, rządni prestiżu. Inni nigdy do błędu i niedoboru informacji się nie przyznają, kierując np. chęcią spełniania cudzych oczekiwań (skoro widzą we mnie autorytet – tak się zachowam, zamiast przyznać – nie wiem i doczytać).

Niektórzy ludzie są przede wszystkim rolą społeczną, a o ich pozycji zdecydowały głównie relacje z innymi, nie kompetencje. Nie są, a bywają – pozą, formą jakiej się od nich oczekuje, zestawem wpojonych norm. Przyswajanie wiedzy bywa natomiast dość żmudnym i przyziemnym zajęciem. Wiedzę trzeba też stale aktualizować. Jeśli nie codziennie, to często i nie tylko do czasu osiągnięcia odpowiednio szanowanego tytułu.

Wszyscy musimy też jakoś zarabiać na życie, więc nie tylko o blamaż tu chodzi, ale i odpływ zawodowych propozycji. Pokaże słabość, to klienci i etaty odpłyną do kogoś innego.

Autorytet bywa też zły i zmęczony.

Sprawny umysł (procesy poznawcze takie jak pamięć, uwaga, określane jako inteligencja), wiedza teoretyczna nie ą równoznaczne z mądrością życiową, a tym bardziej z dobrem rozumianym jako zdolność do empatii, czy inteligencja emocjonalna.

Problemem autorytetów jest przede wszystkim to, że są ludźmi. A raczej nasz kłopot z autorytetami na tym polega. Zdaje mi się, że filozofowie już dawno doszli do wniosku, że technokracja i inne rządy eksperckie to utopia!

Ślepo podążając za autorytetami, narażamy się zatem na błędy, które nas lub innych mogą kosztować życie. Zanim się komuś zaufa, warto uświadomić sobie kim tak naprawdę jest się samemu i czego potrzebuje jako autonomiczna jednostka. Dopiero potem wyrokować za kim podążać i w jakich sytuacjach, a gdzie bardziej wnikliwie poszukiwać prawdy, nawet za cenę własnego czasu i energii.

Niżej kilka patentów, którymi sama kieruję się w życiu. Ala miałam szczęście być wychowywana w poczuciu własnej kompetencji. Z kładzeniem nacisku na to, że krytyka jest szasną samodoskonalenia, a nie dewaluacją wartości.

1.Zachowaj dystans do słów i prezentacji opartych na badaniach naukowych

Jeśli sam nie jesteś ekspertem w temacie i nie możesz szybko ocenić jakości źródła, który publikuje lub prezentuje informacje, nie zakładaj, że to co czytasz, słyszysz jest wiarygodne. Teraz każdy powołuje się na badania. Niestety wiarygodność wielu badań jest niewielka. Szczególnie w naukach społecznych np. psychologii. Za to w celu samodzielnej oceny badań trzeba dobrze znać metodologię np. wielkość próby, jej dobór, kontrolowanie dodatkowych czynników zakłócających wyniki itd.

Warto zwracać uwagę na to czy dana procedura, medykament, terapia, mają za sobą nie tylko organizacje społeczne, ale także czy są w programach nauczania uniwersytetów oraz  znajdują jakieś odzwierciedlenie we wsparciu instytucji państwowych. I tu bywają pomyłki, lecz ich prawdopodobieństwo się zmniejsza. Sam artykuł w prasie, na blogach, czy wywiad w TV, nie powinny wystarczać.

2.Potwierdzaj w kilku źródłach

Jeśli sprawa dotyczy czegoś bardzo istotnego dla twojego życia np. leczenia choroby, zapytaj co najmniej kilku specjalistów. Często nie trzeba za to płacić, ale trzeba się ,,nachodzić” (np. korzystając z NFZ, odwiedzając NGO lub korzystając z konsultacji wykładowców z wyższych uczelni). Niezbędne jest nieco cierpliwości i wytrwałości.

Zasada dotyczy szczególnie nauki, bo z wiarą trudno dyskutować. Choćby z wiarą w teorie spiskowe.

3.Umiarkowanie ufaj cudzym poleceniom, czyli cała prawda o naszych relacjach społecznych

W tych czasach chodzi przede wszystkim o polecenia z interentu. W coraz mniejszym stopniu z for i stron www, bo te odchodzą do przeszłości, a w coraz większym z mediów społecznościowych. No cóż…

W odniesieniu do polubieni, poleceń i pozytywnych komentarzy –  można je kupować za pieniądze dostępne licealiście, a jeżeli ktoś jest zamożny, jak korporacje, czy wydawcy medialni, to internetowy wizerunek (i nie tylko) już mają w kieszeni. Nie muszą o niego zabiegać jakością.

Większość z nas zna popularne blogi o zgrzebnym wyglądzie i zerowej reklamie, które wielu czyta, udostępnia na FB. Znamy także wielkie portale, które nie oferują ciekawych treści i w sumie nikt nie angażuje się w interakcję z nimi lub wpisy pochodzą z kont, które okazują się fałszywymi. Obserwując pojawienie się nowej popularnej strony i jej rozwój, można to odróżnić.

Istnieje jeszcze inna możliwość fałszowania. Wielu ekspertów prosi o przysługę ludzi, którzy w ramach reguły wzajemności spełnią jego/jej własną prośbę o taki pozytywny wpis. W uczciwej wersji są to autentyczne rekomendacje, ale często stanowią zwykłe odwzajemnienie przysługi. Warto samemu sobie odpowiedzieć – czy nie byłoby mi głupio napisać mało pochlebną opinię znajomej, która mi kiedyś pomogła?

To jest tak, że prawie każdy ma kogoś kto go lubi i w ramach reguły sympatii, tak osoba  będzie chciała mu zrobić dobrze, trafiając na wiadomości o jego biznesach. Lajki, komentarze…Realnie nigdy nie korzystała, lecz stara się być uprzejma. Co sama/sam robisz gdy widzisz, że znajomi na Facebooku ruszają z przedsięwzięciem? A może kiedyś oni nam się odwdzięczą za dzisiejszą promocję…Jest pokusa.

Spora grupa dalszych znajomych lubi ogrzać się w blasku sławy. Dlatego ci, którzy mają życiową szansę na medialny występ lub już są znani, mają uwagę i kilkaset procent więcej afirmacji (pozytywnych reakcji).

Niektórzy chcą uchodzić za ekspertów na zasadzie znajomości z ekspertami, bo jest to także ich aspiracja. Usiłują budować swoją autoprezentację na znajomościach i swoją postawą wydają się mówić – patrzcie jakich znam świetnych sportowców, artystów, biznesmenów!

Inni chcąc się nam przypodobać, chcą się spełnić dając dobrą radę dotyczącą tego czego poszukujemy. Mogą się na tym średnio znać, ale jak spytasz czy znają dobrego hydraulika lub chirurga potwierdzą, że oczywiście. Czasem znają, ale jedną, jedyną osobę w tym zawodzie, jest z kręgu ich znajomych lub rodziny, więc polecają właśnie ją.

Czasem można odróżnić, a czasem nie, więc analizując warto dzielić przez dwa. A nawet w sytuacji najlepszego przyjaciela, dobrze brać pod uwagę, że jego potrzeby niekoniecznie muszą być kompatybilne z naszymi. 

4.Nie wiadomo czy ktoś mając inne geny i inne doświadczenia, przeżyłby lepiej Twoje życie

I nie da się tego sprawdzić. Dobre rady dawane z boku są bardzo wybiórcze. Prawdopodobieństwo trafionej porady jest większe, jeśli ta osoba miała bardzo podobny problem, ale znowu – nie jest to gwarancja. Każdy ma inne cechy, otoczenie społeczne i spotykają go/ją inne doświadczenia. Jest takie przyłowie – dobrymi radami piekło wybrukowane.

5.Nauka bardzo rzadko daje recepty

Znacznie częściej mamy do czynienia z opisem rzeczywistości, niż z patentami na jej zmianę. Jeśli takie się oferuje, bywają bardzo skąpe i dotyczą wąskiego zakresu danego problemu. Są takie jak naukowe eksperymenty. Wymagają ścisłego wyizolowania badanych parametrów z całej sytuacji, a w życiu wiele czynników na siebie nachodzi.

W środowiskach nauk społecznych istnieje moda na odejście od matematycznych reguł badawczych, które mają rzekomo nie pasować do złożonej natury ludzkiej. Moim zdaniem, to snobizm, który sprawdza się ewentualnie w rozważaniach dotyczących kultury, ale nie tam gdzie ludzie oczekują realnej pomocy. Być może obecne metody badań nie są dość dobre, wystarczające, ale to powinno być pretekstem do poszukiwania lepszych, a nie do uciekania w fantazję.

6.Wnioski to nie to samo co wyniki

Nawet w praktycznych sprawach technicznych, fizyce, medycynie, a już tym bardziej psychologii, eksperci kłócą się między sobą. Jeśli nie co do danych, wyników, to co do interpretacji, wniosków wypływających z kolejnych odkryć.

Przykładem z mojego życia jest informacja o różnych normach interpretacji wyników badań tarczycy, stosowanych przez internistów i endokrynologów. Dla internisty wynik, który jest normą, przez endokrynologa bywa traktowany jako wskaźnik nadczynności lub niedoczynności.

A czy przypadkiem nie wykreowano mody na nadczynność i niedoczynność? Można to powiązać z faktem wejścia w dorosłość dzieci z pokolenia awarii w Czarnobylu. Spodziewano się kłopotów z tarczycą, to są kłopoty. Proste. Nie oznacza to, że należy porzucić leczenie, ale zachować wspomniany dystans i nie kupować na siłę, szczególnie tych bardzo drogich medykamentów o charakterze suplementacji lub medycyny naturalnej.  

7.Niektórzy krytykują innych po to, żeby pozytywnie wyróżnić się na ich tle

Dotyczy to np. krytyków nieetycznych zachowań zaobserwowanych w danej dziedzinie. Mówią – zobacz jacy to źli ludzie lub ignoranci i zaraz dodają – tu masz coś co cię nie zawiedzie tak jak oni, czyli mój produkt.

Czy zamiana bezgranicznie naiwnego zaufania do jednego autorytetu na bezgraniczne zaufanie do innego, to naprawdę taki świetny pomysł? Nie lepiej zostawić sobie w życiu odrobinę wyboru i autonomii…

8.Nic nie jest czarne albo białe

Ideologia, która zakłada idealnego człowieka, świat to utopia. Było ich kilka i skończyły się dla ludzi tragicznie. Idee potrafią pięknie opisywać świat. Przede wszystkim poprzez polaryzację i kontrast. Sprawiają, że podziały wydają się bardzo wyraźne i mają charakter moralny. Jesteś z nami, wyznajesz tą wizję świata – jesteś dobry. Wierzysz w coś innego – zły. A na płaszczyźnie materii, załatwiania konkretnych spraw, wykonywania, działania, te podziały nie są tak jednoznaczne.

Odnieśmy to najostrzejszego podziału w mojej ulubionej polityce – zwolennicy PO oraz PiS, bo każdy miał kiedyś jednych i drugich wśród znajomych – czy jednym albo drugim nie zależy na dobru bliskich,  – czy rytmu ich życia w większości nie wyznacza rytm pracy, snu i posiłków? – czy większość ludzi w obu grupach nie lubi zwierząt? – czy faktycznie można od nowa ulepić człowieka tak od a do z? A może przesunięcia w obrębie kultury są jednak o wiele mniej sterowalne…

9.Nie ma cudownych, a nieodkrytych metod, których poznanie blokuje spisek

Gdyby cudowna metoda na cokolwiek istniała, nie poddałaby się jakiemukolwiek spiskowi, a tym bardziej materialnemu. Skoro nie z altruizmu, to dla kasy i sławy, ktoś w końcu walczy o rozpowszechnienie świetnego patentu. Poza tym, naukowcy w krajach zachodnich, poza Polską, naprawdę dobrze zarabiają. poświęcają też wiele lat swojego życia na badania. Czy dałoby się to kupić? Już szybciej sfałszować pozytywne działanie terapii, czy medykamentu niż je zataić. Czyli wróć do punktu na temat sceptycznego podejścia do wyników badań spod znaku ,,amerykańscy naukowcy udowodnili, że…”.

10.Niektórzy ustawiają się w kontrze do religii, żeby poczuć wyższość intelektualną lub w kontrze do nauki, by czuć wyższość moralną

Wiele spraw pozostaje dla człowieka zagadką. Liczni zaangażowani badają, starają się, coś tam zostało już udoskonalone, rozwiązane, ale znacznie więcej przed nami. Kiedy ktoś usiłuje nas nakłonić do zaakceptowania irracjonalnej koncepcji, to najpierw wali w rzekomą sztywność naukowców i ich niechęć do eksperymentowania z nowymi teoriami. Z drugiej strony, tzw. sceptycy, co opierają się tylko na dowodach, często pomijają fakt, że w zatrważającej ilości ludzkich problemów, nie udało się znaleźć lekarstwa. Ich krytyka niekonwencjonalnych metod radzenia sobie w kryzysach jest nie fair. Przecież są wynikiem braku lepszych możliwości!

Poza tym…Czy znacie eksperta, naukowca od wszystkiego? A jeśli ktoś opiera się na każdej nauce to znaczy, że w większości w nią wierzy, a jej nie zna. Ulega autorytetom. Powtarza co ktoś mu powiedział, co przeczytał i traktuje to niepodważalnie. Taką osobę karmi odmiana wiary, że tylko rozum jaki dziś mamy, konkretne narzędzia, metodologia jaką dysponujemy. Karmi ją specyficzna religia przeciwko której zwykle występuje.

11.Ufając nie składaj hołdów

Nie da się wszystkiego samemu nauczyć. Musimy ufać, że osoba naprawiająca pralki, trener, lekarz, wniosą coś pozytywnego do naszego życia, ale nie musimy otaczać tych ludzi czcią, bezrefleksyjnie przekazywać dalej ich koncepcji, inaczej niż jako ciekawostki. Po co te wszystkie gesty uznania, sztuczna usłużność, bycie miłą na siłę, ustępowanie miejsca?

Ja cały czas czekam na pierwszy gest uznania, który wykonam w swoim życiu. Spotkanie kilku osób wiele mi dało, ale po pierwsze – czasem dawały mi coś niecelowo, a po drugie – w większości dotyczyło to drobnych elementów życia, a nigdy nie poznałam kogoś kogo mogłabym cenić za wszystko.

12.Weryfikuj prze pryzmat swoich celów

Nawet rozumianych szeroko, jako cele rodziny, społeczności. Na ile to do czego ktoś cię namawia przyniesie korzyść w istotnym dla ciebie aspekcie? Często się zdarza, że osoby, które chcą do siebie przekonać usiłują udowodnić, że twoje cele nie są tymi odpowiednimi lub ostatecznymi. Szczególnie często ma to miejsce w obszarach takich jak psychoterapia lub religia.   

14.Nikt nie poniesie odpowiedzialności za twoje decyzje

Najbliżej temu chcą być czasem rodzice, czy inni którzy kochają, ale ostatecznie to każdy z nas ponosi codziennie konsekwencje swoich działań. No chyba, że jesteś autorytetem. Wtedy sytuacja się zmienia, a wielu ludzi o tym wie. Dążą do zostania specjalistami, fachowcami, ekspertami i doradcami. A nie, przepraszam…Znacznie częściej dążą do bycia uznanymi za specjalistów, ekspertki, doradczynie i innych fachowców.  

ZDJĘCIA: PIXABAY.COM

komentarze

Dodaj komentarz