PODSUMOWANIE – efekty eksperymentu z zapisywaniem wszystkich treningów na przestrzeni roku

Eksperyment polegał na tym, że oprócz wykonywania treningu, będę wykonywała dodatkowe czynności, które są związane z zapisywaniem gdzie i w jaki sposób ćwiczyłam danego dnia oraz publikowaniem tego na stronie internetowej. Głównym celem była analiza swojej systematyczności, ale:

Zaczęłam to dla urozmaicenia prowadzenia bloga. Pamiętniki pisałam od dziecka i niezbyt długo wytrzymuję bez podobnej formy wyrażania samej siebie. W tym kontekście, z tyłu głowy miałam zastosowanie praktyczne. Duża ilość treści ma wpływ na pozycjonowanie strony internetowej i sprawia , że ktokolwiek na nią trafia. Treści mniej merytoryczne mogłyby skłonić do przeczytania bardziej wartościowych poznawczo, które planowałam umieszczać na stornie głównej.

Chciałam też pokazać chętnym jak niewymagające jest utrzymanie systematyczności treningowej, że można ćwiczyć m.in. 5 razy w tygodniu niezależnie od miejsca, w którym się przebywa i innych życiowych zajęć. Samodzielne układanie sobie treningu jest naprawdę proste.

Taka była moja wyjściowa motywacja. A w trakcie motywowałam się w następujący sposób:

  • skoro od 20 i kilka lat mogę ćwiczyć bez robienia przerw, to mogę zapisywać ćwiczenia, a takie zapiski to drobiazg
  • jestem ciekawa czy z analizy opisów dowiem się o swoich treningach czegoś nowego, zbadam je a’la akademicko (schemat, określony czas badania), bo pamięć i ogólne wyobrażenie dotyczące swoich działań nie musi być adekwatne do rzeczywistości
  • w trakcie zapisywania uczę się przy okazji amatorskiego obrabiania grafiki (początkowo przyjęłam zasadę dotyczącą kolorów zdjęć ilustrujących wpisy)
  • zapisując i publikując treningi uczę się lepiej obsługiwać CMS do budowy stron internetowych (WordPress, dlatego dodawałam linki do filmów, muzykę, jakieś tabelki, różne formaty galerii)
  • zapisywanie jest fajne, bo mogę je mieszać z formą pamiętnikarską, przez co wyzywam się emocjonalnie, strukturyzując swoje własne myśli, jestem w tym sobą, w przeciwieństwie do wpisów merytorycznych, w których jestem bardziej anonimową narratorką (zaczęłam szerzej opisywać o czym myślałam w trakcie treningu, co oglądałam, czego słuchałam i jakie refleksje to we mnie wywoływało)
  • zapisywanie jest fajne, bo mogę jednocześnie promować nie tylko treningi, ale i rozwój zawarty w tytule strony – odnosić się do psychologii oraz życiowego doświadczenia 
  • dzięki robieniu zdjęć do pamiętnika z treningów mam w ogóle jakiekolwiek swoje zdjęcia, bo zwykle takich sobie nie robię, czując się nieco zażenowana prosząc innych o zrobienie fotografii, tym bardziej wykonując selfi
  • dzięki publikowaniu treningów z fotografiami dostaję obraz siebie z ostatnich lat młodości (odwołanie do egzystencjalnego smutku, kruchości i krótkiego trwania ludzkiego życia :mrgreen: )

Podsumowując – odwoływanie do poczucia skuteczności, wzbudzanie pozytywnych emocji (ciekawość), obszary wygody i komfortu w danej sytuacji, rozwój, jako nabywanie praktycznych umiejętności, zdobywanie nowych doświadczeń i wiedzy o sobie, o życiu, realizowanie misji, jako czegoś nie tylko dla siebie, ale i innych, inwestowanie o charakterze zawodowym lub/i finansowym, pragnienie optymalnego wykorzystania czasu życia, a jako motywacja negatywna – obawa przed starzeniem.

Abstrahując, nie wyszło ani neurotycznie (co inni o mnie pomyślą kim będę w ich oczach jeśli nie…), ani psychotycznie (ja muszę/mogę, nie wybaczę sobie jeśli zawalę itp.).I co teraz z koncepcjami psychoanalitycznymi, no co…

Sprawdzanie nowych funkcji WordPressa, poszerzanie wpisów o inne refleksje i publikowanie zdjęć starczyło mniej więcej na pół roku. Potem przyszedł kryzys, który był związany chyba przede wszystkim z tym, że narzucona forma powodowała, że opisanie jednego tylko treningu trwało prawie tyle ile on sam.

Działania, których wymaga publikacja to m.in.:

  • przygotowanie zdjęcia przez zmianę jego barw w programie graficznym Gimp,
  • rozpisanie wykonywanych ćwiczeń,
  • znalezienie ilustracji i filmików danego ćwiczenia
  • wklejenie linków w zaznaczone fragmenty każdego z ćwiczeń lub osadzenie filmiku, czy wpisu z mediów społecznościowych przez skopiowanie kodu, jeśli dane ćwiczenia było możliwe do zilustrowania,
  • zmiana automatycznej czcionki na inną,
  • zmiana koloru tekstu,
  • dodanie galerii ze zdjęciami, albo tabelek, ramek,
  • wyjustowanie,
  • dodanie tagów,
  • stworzenie dłuższych opisów tego co na stronie pod wyszukiwarkę 
  • uzupełnienie tzw. frazy kluczowej oraz dodanie tej frazy do opisów wszelkich zdjęć.

Strasznie dużo.

Chcąc ponownie się zmotywować, raczej się zniechęciłam przez utrudnienie, ponieważ wymyśliłam, że skoro w każdym nowym miejscu, w którym przebywam odwiedzam klub fitness, mogę je jednocześnie recenzować. A wraz z recenzjami przyszły jeszcze opisy miejscowości i mapki.

Tak więc, zapisywanie treningów rozrastało się i rozrastało, a ja miałam wiele więcej pożytecznych rzeczy do robienia i początkowa motywacja zaczęła z nimi przegrywać. Oczywiście, w moim sposobie aktywności fizycznej nic się nie zmieniło. Coraz więcej tego co było do opublikowania, miałam więc zanotowane tylko w szkicach, na zapleczu strony lub w zeszycie i coraz bardziej byłam do tyłu. W końcowym momencie, czyli blisko grudnia 2017 zalegałam z opisami treningów jeszcze z sierpnia.

Ponowna motywacja bazowała na „zrobię to za jednym zamachem i będzie z głowy”, wywiążę się ze zobowiązania i nie będzie mi głupio. Była zatem negatywna, oparta na niechęci przyznania do porażki przed sobą i potencjalną osobą, która wygoogowałaby moje nazwisko, choćby z zupełnie innych powodów niż sportowe. Przy tak rozbudowanym schemacie dałam radę spędzić nad wpisami kilka wieczorów, ale w 3-4 godziny publikowałam maksymalnie 3 wpisy. Wtedy, na ok. 20 wpisów do końca  (ok. 40 treningów) postanowiłam się poddać.

Moja wyjściowa motywacja miała głównie charakter wewnętrzny. Co zatem zawiniło, że nie mogłam ukończyć wyzwania?

  • eksperyment miał charakter rozrywki, a cel, który chciałam osiągnąć (opublikowanie wszystkich treningów na przestrzeni roku) nie był dla mnie bardzo ważny,
  • opisywanie treningów na stronie było rutynowe i bardzo powtarzalne, a przy tym nie prowadziło do samodoskonalenia, nie dawało wielu nowych doświadczeń, będących inspiracją dla innych obszarów działania lub życia wewnętrznego (przeciwnie niż w przypadku treningu sportowego),
  • ponieważ nie miałam czytelników, nie mogłam chwycić się dodatkowych motywatorów w postaci docenienia lub poczucia, że robię coś pożytecznego dla innych.

Czego nauczyłam się z tego eksperymentu?

  • pokory 😉 Moja samokontrola nie ma typowo racjonalnego podłoża. Do wytrwałości nie wystarczy mi, że arbitralnie narzucę sobie nawet absurdalny i nieużyteczny nawyk. Z drugiej strony, cały czas chodzi za mną pokusa narzucenia sobie schematu dotknięcia jakiegoś sprzętu o określonej porze dnia i sprawdzenia jak długo utrzymałabym wykonywanie podobnie absurdalnej czynności…To byłby test typowej siły woli, a jego wynik byłby użyteczną wskazówką dla wychowawców i rodziców wymuszających na dzieciach sprzątanie albo naukę, dla osób w związkach z uzależnionymi, które usiłują wymuszać trzeźwienie oraz dla psychiatrów, którzy zastanawiają się czy nerwica natręctw to tylko konstrukt kulturowy  😆 
  • nauczyłam się jednocześnie braku pokory, bo nadal uważam, że w działaniach dla samego piękna działania, bez zewnętrznych gratyfikacji, nagród, docenienia i z nikłymi satysfakcjami wewnętrznymi potrafię wytrwać dłużej niż przeciętnie. Chyba nie ma takich badań na populacji ogólnej, ale to nie był zły wynik… Treningi zapisywałam systematycznie 10 miesięcy, czyli opublikowałam, średnio licząc ponad 200 jednostek treningowych w 163 wpisach, z czego tylko 14 w roku 2018, następującym po eksperymencie (18 jednostek treningowych) i bez ostatnich ok. 20 (ok. 40 jednostek treningowych)
  • systematyczność jest moją cechą dominującą, a wytrwałość jest znacznie niższa i mam wrażenie, że z wiekiem słabnie, nie tylko z powodów fizycznych, ale także świadomości, że nie każde zaangażowanie powinno wiecznie trwać, warto niektóre rzeczy odcinać i zostawiać za sobą,
  • zniechęcenie do zapisywania treningów zniechęciło mnie kompletnie do pisania bloga o aktywności fizycznej, jej filozofii i psychologii. Z początku nie miałam czasu na pisanie czegokolwiek merytorycznego, bo pamiętnik z treningów pochłaniał wszystkie zasoby, a po zakończeniu jego tworzenia nie miałam już na to ochoty
  • jestem typem, który lubi patrzeć na procesy wieloaspektowo i dopiero wtedy wyciągać globalne wnioski, ale na płaszczyźnie działań powoduje to dokładanie sobie kolejnych i kolejnych obowiązków, którymi można obdzielić wiele osób na przestrzeni lat. Zdawałam sobie sprawę z tej wady. W prowadzeniu firmy powodowała, że usiłowałam nawet zastępować programy informatyczne rejestrujące kontakty z klientami, które funkcjonują w korporacjach i całkiem długo narzucenie sobie tego zdawało mi się świetnym i mało kosztownym pomysłem. Dlatego te mapki i czcionki tutaj to i ta nie jest moje ekstremum. Muszę zacząć akceptować, że coś na danym poziomie umiejętności lub finansów jest poza moim zasięgiem. Mapki czy czcionki są dobre np. dla programistów, którzy realizują to w paru kliknięciach, albo dla agencji marketingowej, która ma pracowników.

Jak można uogólnić wnioski z mojego doświadczenia?

  1. Potwierdza się teza, że człowiek może realizować systematycznie zaledwie kilka zadań dziennie np. spać, pracować, wykonywać drobne obowiązki domowe, realizować jedno hobby (np. pisać artykuły, działać jako aktywista lub wolontariusz, uprawiać sport)  i odpoczywać od robienia czegokolwiek w sposób celowy i zaplanowany (np. w trakcie czytania, oglądania lub spotkań z bliskimi ludźmi). To już jest aż za dużo. Prawdopodobnie, dołożenie kolejnego, nawet niewielkiego zadania prowadzi do wyczerpania i odrzucenia którejś z aktywności. Widać to dość dobrze także w kształceniu dorosłych, którzy prócz szkoły wyższej lub szkolenia, realizują też wszystkie dotychczasowe obowiązki rodzinne i zawodowe. Rok, dwa jakoś idzie, ale do dyplomu magistra dotrwać trudno.
  2. Wymyślanie drobnych motywatorów, które miały podtrzymać moje zaangażowanie w zapisywanie pokazuje, że może być tak, że każdy człowiek ma swój specyficzny wzór na motywację bazujący na tym co lubi, co mu się podoba i wydaje w życiu wartościowe. Mamy to w dużym stopniu uświadomione, dlatego przed zabraniem się za działanie warto zrobić listę takich rzeczy i pod układać pod nią swoje plany. By kogoś zmotywować wystarczy najpierw spytać – co cię motywuje?  🙂 
  3. Motywacja wewnętrzna i zewnętrzna uczestniczy w każdym z realizowanych zadań w nierównym procencie. Kiedy jedna słabnie, można się podpierać drugą, ale żadna z nich, nawet gdy dominująca, nie jest niewyczerpana.
  4. Warto dokonać klasyfikacji i hierarchizacji rzeczy, którymi ludzie motywują się na danym etapie realizacji. Nie wiem czy były takie badania, ale całkiem możliwe, że dałoby się indywidualnie określić ilość czasu przez jaki działa pobudzenie motywacyjne wywołane np. myślą o własnych zasobach (IQ, siła, wytrwałość itp.) lub emocją (zainteresowani, radość), a kiedy włączają się życiowe cele (bo kariera, rodzina) lub sprawy egzystencjalne (dobre życie, jego sens) na tle etapów realizacji zadania i związanych z nimi obciążeń. 
  5. Choćby drobna i pozornie nieznacząca porażka w danym obszarze, może powodować duże zniechęcenie do dziedziny jako całości. Oczywiście tempo tego zniechęcenia jest uzależnione od takiej cechy jak wytrwałość, ale moderatorem ponownego rozbudzenia w sobie chęci do pracy w tym obszarze może być np. taka cecha jak prężność lub odporność psychiczna.
  6. Dodatkowo, istotne wydaje się być ogólne umiejscowienie tego obszaru w dotychczasowym życiu. Jeśli porażka dotyczy dziedziny nowej, wcześniej niepraktykowanej, łatwiej wrócić do stanu całkowitego jej wyeliminowania, wyparcia i zapomnienia, bo nie ma pozytywnych punktów odniesienia. Jeśli jakieś odniesienie jest (tak jak u mnie z pisaniem pamiętników, czy artykułów), po odpoczynku, analizie i zmianie sposobu lub/i miejsca działania można do tego wrócić.   
  7. Do planowania nowych, rutynowych aktywności należy więc podchodzić bardzo ostrożnie, metodą małych kroków, wdrażania nowości pojedynczo, najlepiej przewidując z góry sposoby zachowania w sytuacji nieuchronnych komplikacji oraz zastępując stare nawyki innymi, w myśl zasady „coś za coś”. Postanowienia noworoczne to może być co najwyżej nieśmieszny żart. 

Podsumowując

Podróże kształcą przez doświadczenia, więc robienie doświadczeń, choćby bez podróżowania jest w zasadzie tym samym… No może tylko trochę naginam tu logikę  😉 W każdym razie – doświadczenia sprzyjają samowiedzy, a samowiedza sprzyja doskonaleniu działania i dzięki temu ułatwianiu sobie życia

p.s. na mojej liście szkiców widnieje jeszcze 20 treningów… Jeden z nich zawierałby zapewne tytułowe zdjęcie pochodzące z treningu w Bieszczadach w listopadzie 2017. Jeśli kiedyś najdzie mnie na wspomnienia, to wówczas je tutaj umieszczę… 

komentarze

Dodaj komentarz